Początkowe założenia były skromne, a "wyszła" wielka akcja. "Nie mieliśmy chwili zawahania"
Gdy w połowie lutego 2026 roku ruszała zbiórka funduszy i akcja chartytatywna na rzecz braci Trzaskawków, nikt nie spodziewał się, jak ogromną skalę przybierze to przedsięwzięcie. Początkowe założenia były skromne - doprowadzić budynek do stanu, w którym młodzi ludzie mogliby po prostu bezpiecznie funkcjonować. Rzeczywistość okazała się jednak o wiele bardziej wymagająca - WIĘCEJ NA TEMAT SAMEJ AKCJI CZYTAJ W ARTYKULACH PONIŻEJ.
- Ten odzew wszystkich ludzi dobrej woli, darczyńców, sponsorów nas totalnie zaskoczył. Początkowe nasze zamierzenia były takie, żeby dom doprowadzić do takich, żeby chłopcy mogli w nim zamieszkać. Niestety, po wyniesieniu tych starych mebli okazało się, iż dom jest w opłakanym stanie i musi przejść całkowity remont. Począwszy od instalacji elektrycznej po hydraulikę, wszystko było do remontu. Podłogi były pognite, na ścianach był grzyb. To w ogólnie nie były warunki do życia - wspomina Robert Pazoła, naczelnik jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Szurkowie.
Mimo piętrzących się trudności, koordynatorzy akcji ani przez moment nie pomyśleli o rezygnacji.
- Nie było momentu zawahania. Po prostu mówiliśmy sobie, iż trzeba to wszystko zdemontować, a później będziemy się ewentualnie martwić, jeżeli nam nie wystarczy środków. choćby były takie plany, iż zrobimy tylko jeden pokój łącznie z kuchnią, a w kolejnych etapach będziemy szukać funduszy na dalsze prace - dodaje naczelnik OSP Szurkowo.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ
https://gostynska.pl/wiadomosci/bartek-i-kacper-stracili-oboje-rodzicow-zyja-w-uwlaczajacych-warunkach-18-latek-i-jego-mlodszy-brat-potrzebuja-pomocy/KGmh4ymyXC7QjC67zGsGZ "dawnego" domu przetrwały jedynie... ściany
Na szczęście czarny scenariusz się nie ziścił. Dzięki ogromnej hojności darczyńców oraz bezinteresownemu zaangażowaniu lokalnych firm, plan udało się zrealizować w stu procentach.
- W ten trzymiesięczny remont, a adekwatnie odbudowę zaangażowało się sporo firm. My, jako straż nadzorowaliśmy wszystko, pomagaliśmy w sprzątaniu i robiliśmy rzeczy, które były niezbędne - wyjaśnia Szymon Suchecki z OSP Szurkowo, jednocześnie właściciel firmy budowlanej również zaangażowanej w prace remontowe, który sprawował nadzór na całością robót.
Skala rewolucji, jaka dokonała się wewnątrz budynku, jest trudna do opisania. Jak zaznacza strażak i budowlaniec, z dawnego obiektu przetrwały jedynie mury nośne.
- Wyjechały stąd bodajże trzy przyczepy "wszystkiego". Praktycznie z domu zostały tylko gołe ściany zewnętrzne, a reszta wszystko jest nowe. Instalacja hydrauliczna, elektryczna, ściany, ocieplenia, łazienki, meble... wszystko. Nie boimy się powiedzeć, iż chłopacy praktycznie wchodzą do nowego domu. I to nie jest zrobione byle jak. Wszystko jest w standardzie premium, wykonane na dobrych, jakościowych produktach. Różnica między tym, co było trzy miesiące temu, a tym, co jest teraz, to jak dzień do nocy - podkreśla S. Suchecki.
Na inwestycję przeznaczono całą zebraną kwotę - 200 tysięcy złotych, jednak ostateczna wartość wykonanych prac jest o wiele wyższa dzięki wsparciu rzeczowemu i robociźnie partnerów akcji - firm budowalnych i darczyńców.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby FOTOREPORTAŻ
https://gostynska.pl/wiadomosci/przez-dwa-dni-dla-barka-i-kacpra-udalo-sie-zebrac-ogromne-pieniadze-z-oferta-pomocy-dzwonia-ludzie-z-calej-polski/KZkCaWP35loWWKGTKEbxSkarb, który nosi mundury: rola strażaków i wsparcie rodziny
W całym procesie kluczową rolę odegrała lokalna społeczność, a motorem napędowym od samego początku byli druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Szurkowie. To oni nagłośnili tragedię braci, zorganizowali pomoc i czuwali nad każdym etapem inwestycji. Ogromną wdzięczność wobec mundurowych wyraża pan Grzegorz, wujek Bartka i Kacpra.
- Gdyby nie oni, to powiem szczerze, byłoby bardzo ciężko. Może w rodzinie jakoś udałoby się zorganizować pomoc różnymi metodami, żeby chłopcy mogli tu żyć, ale to, żeby mieli to, co teraz... to jest coś niesamowitego. Mają dużo szczęścia w życiu, iż trafili na takie osoby, mocno zaangażowane, jak Mikołaj czy Robert. Mieć takich przyjaciół wokół siebie to jest skarb. Niesamowity skarb, bo oni oddawali to wszystko za darmo - mówi ze wzruszeniem pan Grzegorz.
Oprócz wymiaru materialnego, kluczowym elementem pomocy była opieka psychiczna i emocjonalna. Bartek, który ledwo osiągnął pełnoletność, musiał nagle stać się głową rodziny i prawnym opiekunem dla swojego młodszego brata Kacpra, ucznia siódmej klasy. To potężne brzemię dla tak młodego człowieka.
- Pod tym względem oni są bardzo silni. Na początku, przy natłoku pracy, nie było czasu w zbędne myśli, trzeba było po prostu "jechać do przodu". Bartek miał na starcie chwilę zawahania, jeden dzień miał takie odczucie: „ja sobie nie dam rady z tym wszystkim”. Tak nam mówił. Ale już następnego dnia stwierdził: „Ja dla Kacpra muszę się wziąć w garść, bo ja chcę z nim byc, nie mogą nas rozdzielić”. Dlatego od samego początku jestem pełen podziwu, żeby osiemnastolatek przyjął coś takiego na siebie, to jest ogromna dojrzałość - dodaje członek rodziny.
Rodzina stara się stale czuwać nad nastolatkami, pomagając im wchodzić w dorosłość, ale robi to z ogromnym wyczuciem, szanując ich rodzącą się niezależność
- Trzeba ich wysłuchać i wspomóc. Chłopcy po jakimś czasie zrozumieli, iż warto pytać rodzinę o pomoc. Zwracają się do nas z konkretnymi prośbami, a my im konkretnie pomagamy. Nie chcemy sprawiać wrażenia, iż wchodzimy nagle w ich życie, bo młodzież tego nie lubi. Początkowo myśleli, iż ze wszystkim poradzą sobie sami, a później zrozumieli, iż to gro ludzi wokół nich to coś niesamowitego. Chyba sami jeszcze do końca nie potrafią określić tego szczęścia - podsumowuje pan Grzegorz.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD MATERIAŁEM FILMOWYM
„To dom według naszego pomysłu”
Sami bohaterowie tego wydarzenia, Bartek i Kacper, nie kryją radości, choć w ich głosach wciąż pobrzmiewa wielkie wzruszenie związane z przeżyciami ostatnich miesięcy. Czas remontu spędzili w mieszkaniu komunalnym, które zabezpieczył dla nich samorząd. Gdy pytamy o porównanie starego domu z nowym, odpowiadają krótko:
- Dzień do nocy, niebo a ziemia. Co możemy powiedzieć... w ten dom włożone jest mnóstwo pracy i serca. My też uczestniczyliśmy w tym, pomagaliśmy. Co było do roboty, to przychodziliśmy i robiliśmy - mówią z dumą 14- i 19-latek.
Młodzi właściciele mieli realny wpływ na to, jak będą wyglądać ich nowe cztery kąty.
- Wybieraliśmy kolory ścian, panele, drzwi - wszystko, o co majster nas pytał, to sami wybieraliśmy. Więc to jest dom według naszego pomysłu. Pokoje już rozdzieliliśmy, a poznać to można po żyrandolach - śmieje się Bartek.
Bracia zadeklarowali, iż są już w pełni gotowi, by zamieszkać na swoim i samodzielnie gospodarzyć.
- To na pewno nowe wyzwanie, ale będzie już tylko lepiej. Stary rok minął, mamy to za sobą, rozpoczynamy nowy etap - podkreślają.
Chłopcy pamiętają również o tych, dzięki którym ten cud się ziścił.
- Chcemy podziękować z całego serca każdemu: firmom i głównie OSP Szurkowo. Darczyńcom, którzy nas wsparli na zbiórkach, dziękujemy z całego serca. Jesteśmy też bardzo wdzięczni gminie za udzielenie nam mieszkania na czas remontu - mówią Bartek i Kacper.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ
https://gostynska.pl/wiadomosci/pierwszy-beton-w-domu-bartka-i-kacpra-juz-wylany-firmy-tlumnie-zglosily-sie-z-checia-pomocy/Rvm3Zmtx7SjtGJoBWf4xCzekają na meble i będą się wprowadzać. Nowy dom, nowym początkiem
Sobotnia uroczystość poświęcenia domu zakończyła formalny i budowlany etap wielkiej akcji charytatywnej w Szurkowie. Prace techniczne zostały ostatecznie sfinalizowane - budynek przeszedł pomyślnie wszystkie niezbędne odbiory kominiarskie oraz elektryczne. W najbliższy poniedziałek pod dom ma podjechać transport z nowymi meblami i bracia będą mogli oficjalnie rozpocząć samodzielne życie na swoim.
Przed Bartkiem i Kacprem wciąż długa droga powrotu do pełnej równowagi po osobistej tragedii, jednak dzięki nowemu domowi zyskali bezpieczną przystań oraz pewność, iż nigdy nie zostaną sami.
- Teraz muszą się pozbierać po tych sytuacjach życiowych, które przeżyli. Myślę, iż zaczną całkiem nowe życie, a ten nowy dom po prostu sprawi, iż szybciej zapomną o tych wszystkich złych sprawach, które ciągnęły się za nimi od dzieciństwa. Dadzą radę, a my jako jednostka na pewno będziemy mieć na nich oko i ich tutaj odwiedzać - mówi naczelnik Robert Pazoła.













