Tej nocy w domach zadrżały szyby! Widmo wojny mieszkańcy gminy Dorohusk zobaczyli tuż za progiem

5 godzin temu
„Całe budynki się trzęsły”Była czwarta rano. Nad Bugiem zaczynało świtać, gdy nagły, potężny huk przerwał ciszę. Dla mieszkańców miejscowości położonych zaledwie kilka kilometrów od granicy nie był to odgłos, który można było zignorować.- Wybudziło mnie o czwartej rano. Mąż zapytał przerażony: „Jezu, co to, wojna będzie?” - wspomina Małgorzata Malinowska, sołtys Okop-Kolonii. Jej wieś znajduje się około pięciu kilometrów od granicy. Mimo tej odległości siła eksplozji była wyraźnie odczuwalna.- Proszę pana, u nas całe budynki się trzęsły. Myślałam, iż drzwi po prostu gdzieś z ościeżnic wyłamało. My, po sześćdziesiątce, i jeszcze starsi mieszkańcy na wsi - nikt z nas już tej nocy nie zasnął - relacjonuje.Jeszcze silniej eksplozje odczuli mieszkańcy innych miejscowości. W wielu domach drżały szyby.- Ludzie bardzo się wystraszyli, nie ma co ukrywać - mówi Małgorzata Sarzyńska, przewodnicząca Rady Gminy Dorohusk. - W pierwszej chwili myśleliśmy, iż ta bomba spadła gdzieś u nas na łąkach. Po chwili dopiero nadeszła wiadomość, iż to w Jagodzinie - tuż za miedzą. Przecież to jest parę „metrów” od nas - mówi zatroskana radna. Eksplozje tuż za granicąPo ukraińskiej stronie granicy, w rejonie Jagodzina, doszło do ataku rosyjskich bezzałogowców. Jeden z dronów uderzył w stację paliw znajdującą się około 800 metrów od polskiego przejścia granicznego.Według relacji świadków i kierowców oczekujących na odprawę uszkodzonych lub zepchniętych z drogi zostało blisko 20 ciężarówek. Ogień objął również infrastrukturę stacji.Drugi dron trafił w lokomotywę pociągu pasażerskiego relacji Kijów-Warszawa. Do zdarzenia doszło około dwóch kilometrów od granicy. W pociągu znajdowało się 206 pasażerów.Nikt z podróżnych nie odniósł obrażeń. Wcześniejsze ostrzeżenie pozwoliło uniknąć tragedii.Dla mieszkańców gminy Dorohusk odległość liczona w setkach metrów czy kilku kilometrach nie ma jednak większego znaczenia. Po raz kolejny przekonali się, jak blisko ich domów znajduje się wojna.Strach wrócił razem ze wspomnieniamiNiedzielne wydarzenia szczególnie mocno przeżywają najstarsi mieszkańcy. Huk eksplozji i syren przywołują wspomnienia wojny, które przez lata pozostawały jedynie rodzinnymi opowieściami.Krystyna Kawalec z Dorohuska sama nie słyszała eksplozji. Po bezsennej nocy zasnęła tak mocno, iż nie obudziły jej choćby syreny. O wydarzeniach dowiedziała się dopiero od sąsiadki.- Przyszła sąsiadka i pyta: „Krysia, czy słyszałaś?”. A ja nic nie słyszałam - opowiada.Informacja o eksplozjach tuż za granicą gwałtownie jednak wzbudziła w niej niepokój.- Na pewno obawy są i to ogromne, bo są przecież dzieci, są wnuki. Ja poprzedniej wojny nie pamiętam, bo urodziłam się w tym samym roku, ale moi rodzice, siostra i brat mocno ją przeszli. Z ich opowieści wiem, iż było bardzo źle. Teraz człowiek się zastanawia, co nas czeka - mówi pani Krystyna. Jak dodaje, od niedzieli choćby zwykłe odgłosy w pobliżu domu wywołują niepokój.- Jak leci samolot albo jedzie samochód Straży Granicznej koło domu, to człowiek od razu cały się spina i obawia. W moim wieku sił już nie ma, ale serce boli o młodych. Jaka będzie ich przyszłość, jaki los ich czeka? - pyta zatroskana nestorka. Podobne emocje towarzyszyły wielu mieszkańcom przez cały dzień.Małgorzata Malinowska, która zupełnie niedawno miała okazję rozmawiać z mieszkańcami, usłyszała wiele podobnych historii.- Mam na wsi taką babcię, ma 86 lat. Tak strasznie to przeżyła, iż cały dzień siedziała w domu w potwornym strachu i płaczu, czy zaraz nie wydarzy się coś gorszego - opowiada sołtys.Dalszy ciąg artykułu na kolejnej stronie. „Nie mamy schronu”Niedzielne wydarzenia ożywiły również dyskusję o przygotowaniu gminy na sytuacje kryzysowe. Mieszkańcy pytają przede wszystkim o to, gdzie mogliby się schronić w przypadku bezpośredniego zagrożenia.Sołtys przypomina spotkanie, które odbyło się około półtora miesiąca wcześniej i w którym uczestniczyli przedstawiciele wojska. Jak relacjonuje, podczas zebrania padły słowa, które szczególnie zapadły jej w pamięć.- Panowie wojskowi powiedzieli nam wprost na zebraniu, iż tak naprawdę nie jesteśmy adekwatnie przygotowani na jakiekolwiek działania. Tak naprawdę znakomita większość samorządów boryka się z brakiem odpowiednich rozwiązań, odpowiedniej infrastruktury - wyjaśnia. Jej zdaniem problemem jest przede wszystkim brak odpowiednich miejsc schronienia i zapasów.- Nie mamy żadnego schronu. Funkcjonują oczywiście jakieś pojedyncze piwnice, ale co tak naprawdę znaczą? Ludzie nie dysponują też zapasami żywności. W nowych domach ludzie w ogóle nie budują piwnic. Ja mam stary dom, ale moja piwnica to zwykła ziemianka na warzywa. Co nam da taka piwnica na wypadek bombardowania czy wojny? W tym się przecież nie ukryjemy... - zastanawia się gospodyni wsi. Obawy mieszkańców potęgują historie osób, które uciekły z terenów bezpośrednio dotkniętych wojną. Malinowska przywołuje historię Ukrainki pochodzącej z Mariupola, która po śmierci męża znalazła schronienie w Polsce. Kobieta opowiadała o czasie spędzonym w piwnicy podczas walk. Według jej relacji przez około dwa tygodnie próbowała przetrwać bez wystarczającej ilości jedzenia i wody. Jak twierdziła, w tych warunkach zmarło jej ośmiomiesięczne dziecko. - To jest przerażające. Dlatego tak bardzo boimy się braku przygotowania u nas - mówi sołtys.Wójt: "Urząd pracuje normalnie"Władze gminy Dorohusk przyznają, iż niedzielne wydarzenia wywołały ogromne poruszenie, jednak w poniedziałek należało już wrócić do codziennego, samorządowego życia i spraw, z którymi petenci przychodzą do lokalnych władz. - Pracujemy normalnie, ale wiadomo, iż nastroje wśród mieszkańców są różne. Czegoś takiego tutaj w okolicach Dorohuska jeszcze nie było - mówi wójt Wojciech Sawa.Jak relacjonuje, od rana (chodzi o poniedziałek 14 września - przyp. red.) do urzędu dzwonili mieszkańcy szukający informacji. - Staramy się reagować na bieżąco, w szczególności jeżeli chodzi o szkoły i procedury ewentualnej ewakuacji dzieci w takich przypadkach - zaznacza wójt.Samorząd pozostaje w kontakcie ze służbami mundurowymi, działającymi na terenie gminy oraz z Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego.Wójt podkreśla jednocześnie, iż część kwestii związanych z ochroną samego przejścia granicznego pozostaje poza kompetencjami samorządu gminnego.Przewodnicząca Sarzyńska zapowiada, iż niedzielne wydarzenia będą przedmiotem pilnych rozmów na szczeblu lokalnym. - Spotykamy się w gminie na posiedzeniu, aby omówić to zagrożenie i jak najlepiej przygotować mieszkańców na wypadek, gdyby jakiś dron pomylił trasę i spadł po naszej stronie - deklaruje.Jej zdaniem szczególnej uwagi wymaga ochrona przejścia granicznego. Pracuje tam wielu mieszkańców gminy - funkcjonariusze, celnicy i pracownicy obsługi technicznej.- Gdyby ta eksplozja miała miejsce dalej, bezpośrednio na przejściu, doszłoby do strasznej tragedii ludzkiej. Nie chodzi tylko o straty materialne, ale o życie naszych dzieci, rodzin i znajomych. Będziemy apelować do rządu w Warszawie o pilne wzmocnienie zabezpieczeń, zwłaszcza na przygranicznych przejściach kolejowych i drogowych - podkreśla Sarzyńska.Wojna, która przestała być dalekoNiedzielne wydarzenia uruchomiły również reakcję władz państwowych. Premier Donald Tusk ogłosił wprowadzenie „trybu wzmocnionego” funkcjonowania służb. W tym samym czasie polskie i sojusznicze samoloty patrolowały przestrzeń powietrzną nad Lubelszczyzną, a służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo powietrzne pozostawały w podwyższonej gotowości.W gminie Dorohusk najważniejsze pytania pozostają jednak bardzo lokalne: gdzie mieszkańcy mają się schronić, jak gwałtownie otrzymają ostrzeżenie i czy w razie zagrożenia będą wiedzieli, co robić.W przygranicznych wsiach emocje po niedzielnej nocy jeszcze nie opadły. Dla mieszkańców wojna za Bugiem przestała być wyłącznie obrazem z telewizji. Stała się czymś, co można usłyszeć i poczuć - hukiem, od którego drżą szyby i ściany domów.I właśnie dlatego pytanie „co będzie, jeżeli to wydarzy się po naszej stronie?” nie jest już dla nich abstrakcją...Czytaj także:Poszukują dwóch wykonawców. Nowa szansa dla ŚDS „Cytrynka”, a w planach również tężnia solankowa na „Szlaku Morsa”Nowoczesny magazyn obrony cywilnej w Depułtyczach Królewskich-Kolonii. Gmina Chełm przeprowadza najważniejszy przetargGmina Chełm stanie się gminą Pokrówka. Rząd zakończył wielomiesięczną proceduręKryzys na zbiorniku w Stańkowie. Masowe śnięcie karasia srebrzystego, służby wyjaśniają przyczyny
Idź do oryginalnego materiału