Są wyjazdy, które zapisują się w pamięci na długo. Takie, o których nie da się zapomnieć choćby po wielu latach służby. Wyjazdy, w których ogień przestaje być tylko żywiołem do opanowania, a staje się osobistą walką o bezpieczeństwo kogoś bliskiego. Tak było dziś rano w Przygodzicach.
Ten pożar był inny niż wszystkie.
Inny, bo tym razem strażacy jechali ratować nie tylko czyjś dom, ale dobytek jednego z nich — swojego kolegi, druha, z którym jeszcze niedawno siedzieli przy jednym stole, z którym wspólnie wyjeżdżali do akcji, dzielili obowiązki i odpowiedzialność.
11 kwietnia 2026 roku o godzinie 05:21 w jednostce rozległ się dźwięk alarmu. Zgłoszenie było jednoznaczne — pożar kotłowni w budynku jednorodzinnym przy ul. Krótkiej w Przygodzicach. Gdy padła informacja, do kogo należy dom, emocje pojawiły się natychmiast. Nie było jednak czasu w myśli — była tylko akcja.
Na miejscu okazało się, iż najważniejsze już się wydarzyło. Dzięki ogromnemu opanowaniu gospodarza — druha tej samej jednostki — oraz jego żony, z budynku w porę ewakuowano dwójkę małych dzieci. To był moment ulgi, pierwszy oddech w napięciu, które towarzyszyło wszystkim od chwili alarmu.
Reszta należała do strażaków.
Rozwinięto linie gaśnicze, podano prądy wody na ogień trawiący pomieszczenie kotłowni. W gęstym dymie, w sprzęcie ochrony dróg oddechowych, ratownicy krok po kroku odzyskiwali kontrolę nad sytuacją. Każdy ruch był przemyślany, każdy gest miał znaczenie — nie tylko dla skuteczności akcji, ale dla bezpieczeństwa domu kolegi.
Po opanowaniu ognia budynek został dokładnie przewentylowany przy użyciu wentylatora oddymiającego. Pomieszczenia sprawdzono pod kątem obecności tlenku węgla, a miejsce pożaru skontrolowano kamerą termowizyjną, by mieć pewność, iż zagrożenie nie powróci.
Największym szczęściem tego poranka był fakt, iż cała rodzina opuściła budynek bez uszczerbku na zdrowiu. W takich chwilach to właśnie zdrowie i życie stają się najważniejsze — wszystko inne można odbudować.
To zdarzenie przypomniało również o znaczeniu jednej z najprostszych, a zarazem najważniejszych zasad bezpieczeństwa — metodzie 3xZ:
ZAMKNIJ
ZANIM
ZAŚNIESZ
Zamknięte drzwi w budynku okazały się barierą, która ograniczyła rozprzestrzenianie się ognia i pozwoliła zatrzymać jego rozwój w obrębie kotłowni. Czasem tak niewielka czynność decyduje o tym, czy pożar pozostanie lokalny, czy zamieni się w tragedię.
Ten poranek zostanie z nimi na długo.
Nie tylko jako kolejne zdarzenie w statystykach, oznaczone numerem 25/2026, ale jako przypomnienie, iż strażacy — choć przyzwyczajeni do walki z żywiołem — również są ludźmi. Mają rodziny, domy, emocje. A czasem przychodzi im gasić ogień tam, gdzie bije serce ich własnej wspólnoty.
W działaniach udział brały:
- GCBARt – OSP KSRG Przygodzice
- 2 zastępy PSP Ostrów Wielkopolski:
- 531[P]26 – GCBARt 5/32 Scania P370 4×4 Szczęśniak
- 531[P]53 – SH 25 Volvo FL220/Bumar-Koszalin
- Pogotowie energetyczne
- Pogotowie gazowe
- Policja
To była akcja, która pokazała, iż mundur strażaka to nie tylko obowiązek — to braterstwo, odpowiedzialność i gotowość do działania, choćby gdy stawką jest dom jednego z nas.



2 godzin temu










