Pani Halina ma 75 lat i jest uwięziona we własnym domu. Od czterech lat sąsiad blokuje jej jedyny dojazd, choć przez jego działkę przechodzi droga służebna. Mężczyzna nie stosuje się do postanowień sądu. Skutki są dramatyczne: gdy córka seniorki dostała wylewu, karetka nie mogła podjechać pod posesję. Chorą musieli znosić stromą skarpą strażacy. Materiał "Interwencji".
Sąsiad zagrodził drogę do domu seniorki. Karetka nie mogła dojechać

75-letnia Halina Bochenek-Sroka ze wsi Czerna w Małopolsce od czterech lat nie ma żadnego dostępu do swojego domu. Sąsiad kupił obok dom wraz z drogą służebną w 2019 roku, trzy lata później zagrodził przejazd, który ustanowiono ponad pięćdziesiąt lat temu.
- Było dogrodzone z jednej strony, z drugiej strony, a środek był zawsze pusty i betonowe poukładane płytki od drogi do samego domu do pani Halinki. Jak ten pan kupował, to przecież widział, co on kupował, bo przecież jeździli. Żeby w XXI wieku nie można było dojechać do swojego domu? Ani karetka, ani straż - podkreśla Helena Jarzęcka, mieszkanka wsi Czerna.
- Sąsiadka jest w niewoli, uwięziona, pozbawiona godności – dodaje Maria Godyń.
"Interwencja". Sąsiad zagrodził drogę do domu seniorki. Karetka nie mogła dojechać
Rodzina pani Haliny z posesji wydostaje się przez swój ogród oraz podwórko innego sąsiada. Zejście do drogi dojazdowej jest z dość stromej skarpy. W grudniu 2024 roku córka pani Haliny połamała obie nogi, dwa miesiące później dostała wylewu. Karetka nie miała jak dojechać do domu.
- Córka była wynoszona choćby nie na noszach, bo to było niemożliwością, tylko w takim nosidle. Oni się zastanawiali, co będzie szybciej: czy straż pożarna, czy dzwonić na policję, ale doszli do wniosku, iż będzie szybciej, jak przyjadą strażacy i po prostu przeniosą ją. Straciła przytomność w karetce – wspomina Halina Bochenek-Sroka.
Sąsiad pani Haliny zgodził się na nagranie. Zaprosił ekipę "Interwencji" do domu i udzielił wypowiedzi. Wyjaśnił, dlaczego nie wykonuje prawomocnej decyzji sądu, dlaczego brama była zamknięta, gdy córka pani Haliny dostała wylewu i karetka nie mogła dojechać do domu chorej. Jednak później mężczyzna zmienił zdanie i wycofał się z udziału w reportażu.
ZOBACZ: Odbijał się od zaparkowanych aut. Nagranie ze Szczecina obiegło sieć
Spór o drogę przerodził się w awantury o wszystko. Podzielił i skłócił również mieszkańców małej wsi, także najbliżsi sąsiedzi pani Haliny dołączyli do konfliktu.
Chcieliśmy poznać stanowisko policji, jak widzi konflikt we wsi. W czasie pobytu ekipy "Interwencji" do domu pani Haliny niespodziewanie przyjechali funkcjonariusze. Gdy jednak zobaczyli dziennikarzy, odjechali, tłumacząc, ze "przy telewizji nie będą rozmawiać". Powód ich wizyty wyjaśniła później pani Halina.
Mężczyzna nie stosuje się do postanowień sądu. Spór o drogę do domu seniorki
- Nie mają dokumentów, które złożyłam w sprawie nękania przez sąsiada. Trudno powiedzieć, czy coś w tej sprawie się ruszy, ale wczoraj usłyszałam od policjantów takie przeprosiny za swoich kolegów - mówi pani Halina.
- Są prowokowane napaści, rzucanie kamieniami, wyzwiska, przedrzeźnianie. Sama to widziałam. Chodzi o to, żeby nękać, żeby zniszczyć psychicznie i żeby nareszcie się wyprowadzili stąd - twierdzi Maria Godyń, sąsiadka pani Haliny.
ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie
Sprawa o drogę do domu seniorki jest w zawieszeniu, bo sąd czaka na opinie biegłych geodetów, czy można poprowadzić alternatywne drogi dojazdowe. Sąd nie miał jednak wątpliwości, iż do czasu zakończenia sprawy, sąsiad musi tymczasowo udostępnić przejazd. Ten jednak ignoruje prawomocne postanowienie.
- W takim zabezpieczeniu chodzi o to, żeby można w miarę normalnie korzystać w tym przypadku z domu, który jest oddalony od drogi i trzeba przejeżdżać przez cudze podwórko. To orzeczenie nie przesądza, jak ostatecznie służebność zostanie ukształtowana. One się stają natychmiast wykonalne z chwilą wydania, nawet jeszcze jako nieprawomocne - informuje Zbigniew Zgud z Sądu Okręgowego w Krakowie.
- Przecież trzeba żyć, pięć lat stoi auto, co by Halinka mogła sobie wyjechać zakupy zrobić, to pięć lat jest auto w garażu. Sąsiad widział, co kupował, nikt go nie zmuszał. Podobno on twierdzi, iż to wnet za darmo weźmie, iż jak Halinka umrze, to ta młoda odsprzeda za parę złotych, bo nie ma dojazdu - komentuje Helena Jarzębska, znajoma pani Haliny.
Materiał wideo z "Interwencji" dostępny tutaj.
- Sąd wydał, iż mamy z tej drogi korzystać do zakończenia tej sprawy głównej, ale on się nie dostosował do tego, bez przerwy pisał odwołanie. Jest chyba z siedem odwołań – komentuje Halina Bochenek-Sroka.


2 godzin temu












