PROCES O POŻAR W PIZZERII. CZY NA PEWNO SĄDZONY JEST PODPALACZ?

5 godzin temu
Od 20 maja 2025 oskarżony o spowodowanie pożaru w Pizzerii młody chłopak Kamil N. przebywa w areszcie i tak też został doprowadzony w asyście Policji na rozprawę 11 czerwca 2026 w Sądzie Rejonowym w Tarnowskich Górach. Wszystko wskazuje, iż dla sędziego orzekającego w tym procesie ma to być szybki proces, gdyż podczas rozprawy przesłuchano aż 7 świadków, a sąd zaplanował przesłuchać ich choćby więcej. Ale na rozprawie -bez usprawiedliwienia- nie pojawił się właściciel budynku w którym była pizzeria, poszkodowany Arkadiusz Z. Sąd jednak nie ukarał go grzywną, „odłożył” sprawę grzywny na kolejną rozprawę, która odbędzie się już 30 czerwca. Bardzo możliwe, iż 30 czerwca ten świadek będzie lepiej przygotowany znając przebieg rozprawy i zeznania świadków, którzy zeznawali 11 czerwca.W procesie Kamila N. broni dwoje adwokatów: adwokat Ewa Sorys i adwokat Paweł Matyja. Oskarżycielem publicznym jest prokurator Wojciech Breziewicz. Adwokat Krzysztof Piertrasiński reprezentuje oskarżyciela posiłkowego, właściciela budynku który uległ nadpaleniu.O pożarze w pizzerii pisaliśmy w artykule: „DZIWNY POŻAR W PIZZERII SOPRANO”Do pożaru doszło około pierwszej w nocy 17 maja 2025.Właściciel pizzerii swoje straty wycenił na 650 tysięcy, a właściciel budynku aż na 3 mln zł. Taką kwotę przyjęła Prokuratura Rejonowa z Tarnowskich Gór w śledztwie i ostatecznie w akcie oskarżenia. 25 letni Kamil N. który zdaniem prokuratury włamał się do pizzerii i ją podpalił, nie wie jak się w niej znalazł. W noc pożaru ocknął się w pizzerii. Lokal był zamknięty, pożar miał się już rozwijać. Chłopak wybił szybę i uciekł. W lokalu została jego kurtka, a w niej paszport. Tego samego dnia sam zgłosił się na policję, złożył wyjaśnienia: nie wiem jak się tam znalazłem, wcześniej piłem, ale film mi się urwał, ocknąłem się w pizzerii która już się paliła. Wybiłem szybę, aby się ratować.Chłopaka aresztowano 3 dni później, gdyż na jedynej kamerze przy barze, która coś zarejestrowała, widać jak Kamil N. kręci się po lokalu. Nie ma nikogo więcej. Chłopak jest wyraźnie odurzony alkoholem lub innymi substancjami. Zatacza się, patrzy mętnym wzrokiem w kamerę. Próbuje nalać piwo, a choćby na za nie zapłacić. To jedyna kamera, która coś nagrała, choć na zewnątrz budynku są jeszcze dwie kamery. Te kamery nie nagrały choćby stróża, który robił obowiązkowe obchody obiektu. W toku śledztwa i zeznając przed sądem kelnerka Anna K. potwierdziła, iż 16.05.2025 za zgodą szefa zamknęła lokal wcześniej, około 21:30, bo klientów było mało z powodu Dni Piekar. To kolejny dziwny zbieg okoliczności, dlaczego do pożaru doszło akurat tej nocy. Mało klientów, okolica bawi się podczas Dni Piekar. Anna K. zeznała, iż na pewno nikt się nie ukrył w lokalu, sprawdziła dokładnie wszystkie pomieszczenia przez zamknięciem pizzerii.-Około 22.05 wyszłam, oddając klucze stróżowi. Nie ma opcji, abym zamknęła kogoś w środku. Tylko wejście główne do budynku od ulicy, przez restaurację, nie ma monitoringu -zeznała Anna K.Ustalenia prokuratury też są takie: oskarżony miał się włamać wyważając drzwi od strony ulicy, przez wyłamanie wkładek w zamku. Dowody: proszę bardzo! W kilka dni po pożarze właściciel pizzerii przynosi „dowody”: „tu znalazłem wyłamaną wkładkę, tu młotek dekarski, a na drzwiach wejściowych są zadrapania. O! A tu leży rozbita butelka po winie.”!Świadek Marcin K. jest strażakiem PSP Piekary Śląskie. Dowodził akcją ratunkową w noc 17 maja 2025 i potwierdza, iż to strażacy wyłamali zamki w drzwiach do restauracji, żeby dostać się do środka. A prokuratura przypisuje oskarżonemu włamanie do lokalu właśnie przez te drzwi!Prokuratura przyjmuje wersję włamania od ulicy. Ale „włamanie” rozwalił w zeznaniach strażak Marcin K.Wersję z włamaniem przez drzwi od ulicy rozwala świadek Marcin K. zeznając 11 czerwca. Strażak Komendy Powiatowej PSP Piekary Śląskie. Potwierdza, iż to strażacy dostali się do budynku przez drzwi od ulicy, używając urządzenia Rapid Entry. To specjalistyczne urządzenie do skutecznego i szybkiego otwierania drzwi przez wyłamanie wkładki w drzwiach. Jak metoda zadziała, ratownicy wchodzą do budynku szybko, dokonując przy tym mniejszych zniszczeń. Zestaw Rapid Entry to certyfikowane urządzenie do siłowego wejścia, sprzedawane tylko służbom ratowniczym.Jego zeznania adekwatnie rozwaliły wersję prokuratury ze śledztwa i z aktu oskarżenia, iż do pizzerii Soprano włamano się przez drzwi restauracji od ulicy. Jedyne drzwi gdzie nie było kamery. Świadek potwierdził, iż „włamali się” strażacy. Od tej strony nie było ognia, i było to jedyne miejsce z którego można było ruszyć z akcją ratowniczo- gaśniczą. Strażak Marcin K. potwierdził, iż okazane mu zdjęcia pokazują te drzwi, które zostały otwarte siłą podczas akcji. Co ważne, to jedyne drzwi w budynku w których wkładka została wyłamana. W sądzie strażak Marcin K. zeznawał: -Byłem dowódcą zmiany przy pożarze Imperium (i Soprano) przy ulicy Skłodowskiej 65A w Piekarach Śląskich. Pod koniec akcji oceniliśmy, iż pożar mógł się rozwinąć przy piecu od pizzy. Drzwi od parkingu (z tyłu) były zamknięte. O strony północno-zachodniej gdzie jest główne wejście wprowadziłem drugą rotę. Ratownik potwierdził mi wejście siłowe. Drzwi wejściowych do Pizzerii nie otwieraliśmy, z tej strony ogień był bardzo rozwinięty, ogień wykraczał poza okna i drzwi. Nie można było się zbliżyć. Drzwi od ulicy otwarto siłowo. Tak to te drzwi -powiedział świadek, gdy okazano mu zdjęcia drzwi, przez które rzekomo miał się włamać Kamil N.-Byłem w środku budynku, tak się robi, żeby sprawdzić czy nie ma ofiar. Opis zniszczeń doręczyliśmy Policji. Drzwi otwierał siłowo starszy ogniomistrz Marcin Sypuła -zeznał świadek.To jedno z wielu pytań, jakie pojawiają się w tej dziwnej sprawie: dlaczego dopiero po roku od kiedy rzekomy podpalacz przebywa w areszcie, słyszymy to, co jest w protokołach strażaków? Że nie było włamania przez główne drzwi? Prokuratura tego nie wiedziała przyjmując wersję włamania przez te drzwi? Drzwi przez które miało dojść do włamania okazało się, iż siłowo otworzyli strażacy już podczas akcji ratowniczejKończąc artykuł z ubiegłego roku zakończyliśmy tekst pytaniem: „czy prokuratura trzyma w areszcie podpalacza, czy chłopaka, który odurzony miał się spalić wraz z lokalem?”W sądzie, 11 czerwca ‘26 kilku świadków, ale przede wszystkim kolega oskarżonego, potwierdziło, iż oskarżonego widzieli po godzinie 22:00 na przystanku obok Pizzerii Soprano z 4 mężczyznami. Razem coś spożywali z kubków. Kamil N. był pod wpływem alkoholu, ale kontaktowy, logiczny. Do dzisiaj nie udało się ustalić tożsamości żadnego z tych mężczyzn, choć jakieś próby były. Zabezpieczono choćby monitoring autobusu, gdzie widać Kamila N. z mężczyzną, prawdopodobnie był to jeden z tych na przystanku. W jednym momencie rozprawy zrobiło się choćby zabawnie, gdy jeden z kolegów oskarżonego opisał mężczyznę, którego widział na przystanku z Kamilem N.: -Wyglądał dokładnie jak pan sędzia.Orzekający w tym procesie sędzia Robert Kamiński oczywiście nie jest podejrzewany o picie na przystanku, a tym bardziej o udział w podpaleniu pizzerii. Ale ponieważ jego wizerunek jest możliwy do pokazywania, to podkreślamy: jeden z mężczyzn, których nie znalazła prokuratura wygląda jak sędzia.Zeznania składa poszkodowany właściciel Pizzerii Soprano Dariusz M. Inny ze świadków zeznał, iż jeden z poszukiwanych mężczyzn, który był na przystanku z oskarżonym wygląda jak sędzia Robert KaminskiOskarżony składa wyjaśnienia: NIE WIEM JAK ZNALAZŁEM SIĘ W PIZZERIIOskarżony o włamanie i podpalenie Kamil N. złożył wyjaśnienia przed sądem, odpowiadając na pytania sądu i swojego obrońcy. Oskarżony zeznawał: -Wysiadłem w autobusu, spotkałem Szymona G., zamieniliśmy kilka słów i rozstaliśmy się. On później mi mówił, iż widział jak jak rozmawiam na przystanku z czterema mężczyznami. Ale ja już tego nie pamiętam. Dopiero jak ocknąłem się w pizzerii, w panice szukałem wyjścia. Drzwi były pozamykane, wybiłem szybę i uciekłem. Od 12 roku życia byłem strażakiem w OSP. Przechodziłem różne kursy. Gdyby lekko się paliło, byłbym w stanie to zgasić. Spanikowałem. Pokrzywdzonego (Dariusz M. -właściciel Pizzerii) nie znam, nie miałem z nim żadnych zatargów, nie miałem powodów, żeby spalić mu lokal.Na pytanie swojego obrońcy adwokata Pawła Matyi: -Nie znam tych mężczyzn z przystanku. O coś się kłócili, a ja podszedłem. Dalej nic nie pamiętam. Szymon (kolega- zeznawał później) widział, iż coś z nimi spożywałem. Ale ja tego nie pamiętam. Wcześniej spożywałem alkohol, ale nie tyle, żeby stracić świadomość. Wypiliśmy dwie butelki wódki 0,7 litra w 3 osoby i po około 2 piwa, to było w godzinach 17:30- 20:00.Oskarżony chwali się „mocną głową”: -byłbym w stanie wypić 3x tyle i bym pamiętał. Tego dnia, moim zdaniem, wypiłem bardzo mało. Sam zgłosiłem się na policję, bo nie wiedziałem jak się znalazłem w środku pizzerii. Nie przebadano mnie (na obecność alkoholu, narkotyków).Co ważne, u podejrzanego nie przeprowadzono żadnych badań toksykologicznych, gdy został zatrzymany pod zarzutem podpalenia i trafił do aresztu. Trzy dni po pożarze, takie badania z pewnością potwierdziłyby, czy był pod wpływem narkotyków. A twierdzi, iż żadnych świadomie nie zażywał, choć miał tendencje do nadużywania alkoholu. Nigdy więc nie dowiemy się czy możliwe jest, iż Kamilowi N. podano coś, do spowodowało u niego utratę świadomości. I jaka była rola 4 mężczyzn z przystanku, z których prokuratura nie potrafiła znaleźć ani jednego.Sąd pytał oskarżonego, czy rozmawiał o pożarze z kolegą, świadkiem Szymonem G.: -Tak, rozmawiałem z nim następnego dnia. Opowiedziałem mu, iż ocknąłem się w restauracji, gdzie chwilę pochodziłem i był pożar. Drzwi na 100% były zamknięte, nie mogłem się wydostać, więc wytłukłem okno. Telefon miałem rozładowany, nie mogłem wezwać pomocy. Pamiętam, iż jak się ocknąłem, to siedziałem przy jakimś stoliku.Oskarżony Kamil N. składał wyjaśnienia. Nie wie jak znalazł się w pizzerii, twierdzi, iż obudził się gdy już był pożar, wybił okno i uciekł.Właściciel Pizzerii Dariusz M.: świadek i poszkodowany w sprawie zeznaje. Pizzeria adekwatnie była ubezpieczona, czy nie? Dlaczego stróż nie sprawdził, dlaczego włącza się alarm?Poszkodowani w sprawie to Arkadiusz Z., właściciel całego budynku w którym mieszczą się hotel i restauracja oraz Dariusz M., który od niego dzierżawił lokal pizzerii. Arkadiusz Z. bez usprawiedliwienia nie pojawił się w sądzie. Zeznania złożył Dariusz M. Jego zeznania kładą na całą sprawę coraz więcej wątpliwości:-W nocy z 16/17 maja 2025 zadzwonił do mnie stróż z hotelu pan Andrzej M. (powołany na świadka na 30.06.26) z informacją, iż się pali. Akcja trwała do 5 rano. Rano były oględziny zewnętrzne. Jedne drzwi, od zaplecza były otwarte przez strażaków, drugie drzwi od restauracji (od ulicy) miały wyłamane zamki, a wkładki leżały w środku. Było widać, uszkodzenia na na ścianie i drzwiach, których wcześniej na pewno nie było, b o dzień wcześniej, firma budowlana Przemek Młotek skończyła malowanie elewacji. Od strażaków wiem, iż oni nie wyłamywali zamków -zeznał Dariusz M. w swobodnej wypowiedzi.Warto dodać, iż strażak Marcin K., dowódca zmiany, zeznawał tego dnia później i potwierdził, iż strażacy wyłamali wkładki w drzwiach do restauracji, aby dostać się do budynku.Świadek Dariusz M. zeznawał dalej, jakie poniósł straty. Jak się okazało, już miesiąc później udało mu się uruchomić restaurację w innym miejscu-Nie miałem ubezpieczenia. Moje szkody wg faktur to około 500.000 zł. Fotowoltaika była w leasingu. Budynek ubezpieczał właściciel, ja byłej najemcą. Zatrudnienie w pizzerii miało 14 osób. Wszyscy stracili pracę -mówił świadek.Później dowiedzieliśmy się, iż już miesiąc po pożarze udało mu się wydzierżawić tzw. „Pałac Kawalera”. Miał też kupić budynek gdzie jest restauracja Lawendowy Ogród w Świerklańcu.Wiele pytań do świadka miał obrońca oskarżonego, mec. Paweł Matyja. Te pytania ujawniły szereg rozbieżności w faktach:-Nic nie wiem o postępowaniu ubezpieczeniowym, może coś wie Arkadiusz Z., właściciel budynku. Wiem, iż 3 budynki są ubezpieczone razem na kwotę ponad 6 mln zł.Świadek był pytany o szczegóły strat jakie poniósł, jak je wyliczył: -Te 500.000 zł z faktur, to faktury za wyposażenie pizzerii, około 300 tysięcy dotacji z Urzędu Pracy. 200.000 zł to mój roczny zarobek, jaki mi odebrano -mówił świadek.Od początku śledztwa prokuratura przyjęła straty Dariusza M. na kwotę 650.000 zł. W sądzie podał kwotę strat o 150.000 zł niższą. Że straty wyniosły 500.000 zł, do których poszkodowany wliczył też przyszłe, utracone zyski. Ale czy na pewno utracone? Miesiąc później otworzył restaurację w innym miejscu. Prowadzona była też zbiórka publiczna na odbudowę miejsca pracy. Ciekawe, jakie przyniosła efekty? W miarę zeznań straty które niewątpliwie wystąpiły, topniały. Nie 650 tys, tylko 500 tys. zł. Minus przyszłe zyski, których nie da się uznać za straty pożarowe. Zostaje 300.000 zł które w większości pochodziły z dotacji udzielonej w 2017 roku z Urzędu Pracy.Jak to było z tym włamaniem? Dlaczego kamery niczego nie nagrały, a stróż nie zadzwonił?Właściciel pizzerii zeznał, iż lokal miał 2 kamery na zewnątrz i jedną w środku. Tylko ta ostatnia zarejestrowała Kamila N. jak kręci się po lokalu. A nie widać na niej kuchni, gdzie miał zacząć się pożar.-Nie widać włamania, tam nie ma kamery -zeznawał Dariusz M. -Kamery monitorowały tylko wejście do pizzerii.Sąd z akt odczytał notatkę Policji, która odnotowała, iż w momencie przybycia Policji wszystkie drzwi do budynku były zamknięte.Adwokat Paweł Matyja, obrońca oskarżonego, zadawał serię pytań: -Twierdzi pan, iż funkcjonariusz Policji, zapisując iż wszystkie drzwi do lokalu były zamknięte stwierdził nieprawdę? Czy takim młotkiem, da się otworzyć drzwi, które otwierają się na zewnątrz?-Nie wiem -odpowiedział Dariusz M.Adw. Paweł Matyja: -Czy kamera ze środka pokazała kto i jak wzniecił pożar? Widać podpalenie?-Nie widać tego. Mnie trudno stwierdzić, co widać.Adw. Paweł Matyja: -Mówi pan, iż oskarżony przygotowywał się do podpalenia. Co dokładnie robił?- 50 minut oskarżony był w lokalu. Pił piwo, chodził sobie. Wchodził na krzesło, spadł z niego. Przez większość tych 50 minut kamera go pokazuje.Adw. Paweł Matyja: -Miał jakieś przedmioty w rękach?-Miał telefon i pirometr z zaplecza baru.Świadek był pytany o alarm, który włączał się kilka razy, ale nie było żadnej reakcji ze strony stróżaDariusz M.: -Alarm był po serwisie. Od 22:00 do 6 rano w budynku jest stróż. W pizzerii świeci się tzw. „światło nocne”. Półmrok, ale widać przez okna co się dzieje w środku. Widać też stróża jak przechodzi. Stróż ma obowiązek zrobić jeden obchód w nocy i nad ranem. Widać oskarżonego jak przechodzi stróż, a on jest w środku. Stróż nie wchodził do środka, mówił mi, iż nie widział nic podejrzanego. Włączył się alarm, a stróż zrobił obchód po kilkunastu minutach. Powinien był do mnie zadzwonić, ale tego nie zrobił. Nie wcisnął też guzika „wezwanie”. Wtedy przyjechałby patrol ochrony.-Stróż nie miał obowiązku wejść do środka?-Trzeba pytać stróża.Sąd przypomniał świadkowi jego zeznania złożone krótko po pożarze, 19 maja 2025: -Moje straty to 650.000 zł, a właściciela budynku 3 mln zł. Na monitoringu widać, iż o godzinie 0:53 spod pieca od pizzy wydobywa się dym. Nie mam wątpliwości, iż celowo podpalono drzewno. Nie wiem jak podpalacz dostał się do lokalu. Pracownicy go nie kojarzą, uważam, iż nie działał sam. Przy piecu pracownica Monika K. znalazła kurtkę z paszportem na nazwisko Kamil N. 21 maja ujawniliśmy nowe dowody: 1- odkręcone kurki gazowe 2- olej spożywczy w dwóch garnkach i 5 litrowa butelka oleju. Wg. mnie to on nalał ten olej do garnków. 3- znalazłem zapalniczkę. To nie nasza. 4- nalał sobie 2 piwa. 5- sejf został zdemontowany i przygotowany do wyniesienia -zeznawał Dariusz M.Od strony restauracji śladów pożaru trudno dostrzec. A właściciel budynku wyliczył straty na 3 mln zł.Zniszczona jest ta część budynku w której była pizzeria, zwłaszcza jej kuchniaSejf i olej w garnkach? Dwa bardzo interesujące wątki sprawy!Prokuratura ani biegły od pożarnictwa nie wyjaśnili ani słowem w śledztwie, jak to możliwe, iż w kuchni pizzerii przetrwał olej w garnkach i butelka z olejem obok. W miejscu, gdzie był pożar, do którego strażacy nie mogli się choćby zbliżyć, miała przetrwać nieuszkodzona 5 litrowa butelka z olejem spożywczym. Czy te dowody zostały dostrzeżone przy pierwszych oględzinach nad ranem 17 maja? Były tam, czy zostały podłożone później?Równie dziwna jest sprawa sejfu. Świadek Dariusz M. zeznał, iż sejf który był przykręcony na zapleczu, został „zdjęty”, położony na transporter po piwie, przykryty kocem. Potwierdzał, iż sejf był przykręcony do ściany na 2 śruby, a został wyrwany. Jakimi narzędziami miałby to zrobić ledwie stojący na nogach chłopak? Sejf waży od kilku do kilkunastu kilogramów, był przytwierdzony solidnie do ściany. Miałby go wyrwać jeden chłopak, który miał problemy z nalaniem sobie piwa? Jakimi narzędziami?Prokuratura Rejonowa w Targowskich Górach w sierpniu 2025 roku, potwierdziła, iż w śledztwie badana jest również możliwa wersja wydarzeń, iż Kamil N. lat 25 mógł być celowo odurzony alkoholem lub narkotykami i podrzucony do lokalu pizzerii. W jakim celu? To oczywiście spekulacje, ale prokuratura potwierdzała, iż jest to jedna z badanych możliwych wersji przyczyn pożaru. Że pożar faktycznie nie był przypadkowy, ale Kamil N. miał być uznany za sprawcę. Gdyby się nie obudził i nie uciekł, ratując życie, byłby naturalnym choć martwym sprawcą podpalenia. -Czy prokuratura bada lub choć bierze pod uwagę taką wersję wydarzeń iż Kamil N. mógł zostać celowo zamknięty w lokalu, a podpalenia (w tym kontekście celowego) mogły dokonać inne osoby? -pytaliśmy 13 sierpnia 2025r. Pytań wysłaliśmy więcej, np. dlaczego nie przeprowadzono badań krwi, moczu podejrzanego?Prokurator Rejonowy Prokuratury w Tarnowskich Górach Justyna Rzeszut - Sieńkowska na większość pytań nie odpowiedziała, zasłaniając się dobrem śledztwa: „postępowanie jest na etapie gromadzenia materiału dowodowego, prowadzone są dalsze niezbędne czynności zmierzające do pełnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia i SĄ BRANE POD UWAGĘ WSZYSTKIE MOŻLIWE WERSJE, W TYM TE WSKAZANE W PANA PIŚMIE”.Minęło wiele miesięcy, które Kamil N. spędził w areszcie. 11 czerwca 2026 odbyła się pierwsza rozprawa, podczas której dowiedzieliśmy się, iż przypisywanego oskarżonemu przez prokuraturę wyrwanie zamków w drzwiach, nie dokonał oskarżony, tylko strażacy. Już podczas akcji ratowniczej. Po roku śledztwa nie wiemy choćby czy pizzeria była ubezpieczona, bo jej właściciel najpierw mówił iż tak, teraz iż nie. Stopniały też wielkie straty, jakie miał ponieść, a po pożarze gwałtownie uruchomił biznes w nowym miejscu.Podczas rozprawy 30 czerwca zeznania mają składać poszkodowany właściciel całego obiektu (restauracja, hotel) Arkadiusz Z. oraz stróż, który nie reagował, choć włączał się alarm. Obrońca oskarżonego Kamila N. adwokat Paweł Matyja na rozprawie 11 czerwca 2026 złożył ponownie wniosek o zwolnienie oskarżonego z aresztu, zamianę tego środka izolacji na poręcznie majątkowe i dozór. Sędzia Robert Kamiński oddalił wniosek uzasadniając to faktem, iż 30 czerwca ma zeznawać świadek Michał A. (trzeci ze świadków zaplanowanych do przesłuchania).-Dalszy pobyt mojego klienta w areszcie byłby zbędną represją. Byłoby to antycypowanie kary, a nie jest skazany -mówił adwokat Paweł Matyja.Sędzia wniosek o zwolnienie oskarżonego z aresztu oddalił, ale jednocześnie zapowiedział, iż zapowiedział, iż być może tak się stanie 30 czerwca, po przesłuchaniu kolejnych świadków. wcześniej pisaliśmy:
Idź do oryginalnego materiału