Polacy toną w śmieciach. Produkujemy ich coraz więcej

4 godzin temu
Polacy produkują coraz więcej śmieci. Według GUS w 2024 roku statystyczny mieszkaniec Polski wytworzył 377 kg odpadów komunalnych. To o 20 kg więcej niż rok wcześniej i aż o 109 kg więcej niż w 2014 roku. W praktyce oznacza to wzrost o ponad 40 proc. w ciągu dekady.Ten trend nie jest już tylko problemem statystycznym czy środowiskowym. Coraz mocniej odczuwają go spółki komunalne, które muszą odbierać, sortować, magazynować i przetwarzać większy strumień odpadów. Więcej śmieci oznacza większe obciążenie infrastruktury, szybsze zużycie maszyn, większe ryzyko pożarów, awarii, przestojów oraz kar umownych wobec gmin.Najwięcej śmieci na zachodzie krajuDane pokazują wyraźne różnice między regionami. Najmniej odpadów komunalnych na mieszkańca powstaje we wschodniej Polsce. W województwie podkarpackim było to 263 kg na osobę, w lubelskim 278 kg, a w świętokrzyskim 294 kg.Na drugim biegunie są województwa zachodnie. Najwięcej odpadów wytwarzają mieszkańcy województwa lubuskiego – 441 kg na osobę. kilka mniej odnotowano w dolnośląskim – 438 kg, zachodniopomorskim – 423 kg oraz opolskim – 418 kg.To właśnie te regiony znalazły się również wśród województw z najwyższym rocznym wzrostem. W opolskim ilość odpadów wzrosła o 34 kg na osobę, czyli o 8,9 proc., a w lubuskim o 32 kg, czyli o 7,8 proc.Dla mieszkańców są to liczby, które pokazują skalę codziennej konsumpcji. Dla samorządów i spółek komunalnych to jednak bardzo konkretne wyzwanie organizacyjne i finansowe. Większy strumień odpadów wymaga większych placów, hal, sortowni, linii technologicznych i magazynów. Sortownie pracują pod coraz większym obciążeniemSpółki komunalne zajmujące się odpadami coraz częściej przypominają zaawansowane przedsiębiorstwa przemysłowe. Pracują na kosztownych instalacjach, obsługują specjalistyczne maszyny i przetwarzają materiały, które mogą być łatwopalne – plastik, papier, odpady wielkogabarytowe czy frakcje wykorzystywane do produkcji paliwa alternatywnego RDF.Jak zwraca uwagę Agata Kozieł, dyrektor Działu Ubezpieczeń Korporacyjnych w SALTUS Ubezpieczenia, sortownie, magazyny i place składowe coraz częściej działają na granicy przepustowości. Nagromadzenie palnych odpadów zwiększa ryzyko pożaru, a ewentualne zdarzenie może objąć jednocześnie halę, linię sortowniczą i sąsiednie place składowe.Skutki takiego pożaru nie kończą się na samej stracie majątku. Zniszczenie instalacji może oznaczać wielomiesięczny przestój, problemy z realizacją kontraktu z gminą, konieczność organizowania zastępczego odbioru i zagospodarowania odpadów oraz ryzyko kar umownych.Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: wartość majątku spółek komunalnych gwałtownie rośnie. Nowe hale, rozbudowane sortownie, linie technologiczne, fotowoltaika czy biogazownie sprawiają, iż suma ubezpieczenia ustalona kilka lat wcześniej może dziś nie odpowiadać realnej wartości odtworzeniowej. W razie szkody różnicę między wartością majątku a kwotą z polisy spółka musiałaby pokryć z własnego budżetu.Pożar, kara umowna i skażenie środowiskaRosnąca ilość odpadów zwiększa nie tylko ryzyko szkód majątkowych. Spółki komunalne działają na styku interesu publicznego i prywatnego. Z jednej strony wykonują zadania dla samorządów, często na podstawie kontraktów obwarowanych karami za opóźnienia lub niewłaściwe wykonanie usługi. Z drugiej strony odpowiadają za ewentualne szkody wobec osób trzecich – na przykład uciążliwy zapach, zapylenie, uszkodzenia sąsiednich nieruchomości albo zanieczyszczenie gleby i wód.Eksperci ubezpieczeniowi zwracają uwagę, iż w tej branży zwykłe OC działalności może nie wystarczyć. Istotne jest rozróżnienie odpowiedzialności deliktowej, czyli za szkody wyrządzone osobom trzecim, oraz kontraktowej, związanej z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem umowy z gminą. Jedna polisa nie zawsze obejmuje oba te obszary.Osobnym zagrożeniem są szkody środowiskowe. Podczas pożaru składowiska lub instalacji odpadowej toksyczne substancje mogą przedostać się do gleby albo wód gruntowych. Koszty rekultywacji, czyszczenia terenu i usuwania skutków awarii mogą sięgać kilku, a w skrajnych przypadkach choćby kilkunastu milionów złotych.
Idź do oryginalnego materiału