Artykuł ukazał się w Gazecie Myszkowskiej i Kurierze Zawierciańskim nr 14/2026 9-04-2026.-Mieli go złapać po pijanemu tydzień do dwóch tygodni temu -mówi nasz informator- sam się przyznał, do kolegów, tak im mówił, a ja to usłyszałem od jednego ze strażaków z PSP Zawiercie w poniedziałek 30 marca. Mówił, iż zabrali mu prawo jazdy na pół roku. Nie wiem gdzie to było dokładnie, ale w PSP Zawiercie to o tym mówią wszyscy, iż taka afera. Strażak w sztok pijany dał się złapać.We wtorek 31 marca oficer prasowy PSP Zawiercie mł. Kpt Grzegorz Nowak potwierdził nam, iż strażak o którego pytamy pracuje w PSP Zawiercie: -Ale nic mi nie wiadomo, abyśmy dostali z Policji informację, iż został zatrzymany kierując pojazdem w stanie nietrzeźwości. Ale zapytam jeszcze
komendanta.Niedługo później kpt. Grzegorz Nowak oddzwania i potwierdza, iż przełożeni nie mają żadnej informacji oficjalnej o zatrzymaniu strażaka pod wpływem alkoholu, iż „nic o tym nie wiedzą”.Nieco to dziwny brak wiedzy przełożonych, skoro w PSP o tym plotkują wszyscy. Sam strażak, którego personalia, a na razie choćby inicjały, musimy pominąć, do czasu aż uzyskamy potwierdzenie z innych źródeł, miał kolegom opowiadać, iż ma prawo jazdy zatrzymane „na pół roku”.Tu coś się nie zgadza, a wątpliwości nie pomogła nam rozwiać zawierciańska Policja. Rzeczniczka KPP Zawiercie podkomisarz Marta Wnuk najpierw odmówiła odpowiedzi na pytanie zadane telefonicznie, a na maila też nie śpieszyła się odpowiedzieć. Poprosiliśmy więc o rozmowę z jej przełożonymi, ale to też nie pomogło. Przypomnieliśmy się iż ciągle nie mamy odpowiedzi na zadane pytania. Wtedy rzeczniczka KPP Zawiercie odpisała, że… nic nam nie powie: „ nie udzielamy informacji pozwalających na identyfikację konkretnych osób w tego typu sprawach” -pisze Marta Wnuk.„Osoba, o którą Pan pyta, jest funkcjonariuszem Państwowej Straży Pożarnej w Zawierciu. Wobec powyższego, informuję, iż Komenda Powiatowa Policji w Zawierciu nie jest administratorem danych we wskazanym zakresie. Niezależnie od powyższego informuję, iż w ostatnim czasie nie odnotowaliśmy przypadku zatrzymania osoby, która miałaby prowadzić pojazd pod działaniem alkoholu, w trakcie i w związku z pełnioną przez siebie służbą. Jednocześnie podkreślam, iż policjanci Komendy Powiatowej Policji w Zawierciu w okresie ostatnich dwóch tygodni (od 18 marca do chwili obecnej) zatrzymali 21 osób, które kierowały pojazdami w stanie nietrzeźwości oraz 6 kierujących w stanie po użyciu alkoholu” -pisze podkomisarz Marta Wnuk z KPP
Zawiercie.Czyli „deja vu”, jak z policjantką, której postawiono zarzuty karne pobicia dziecka w szkole w
Kroczycach.Wtedy też przez długie tygodnie nadkomisarz nie mogła ustalić, kiedy to się stało, oraz iż żadna policjantka nie pobiła dziecka na służbie. Teraz nie pytaliśmy, czy strażak był na służbie, bo wiemy, iż nie. W sprawie policjantki zajęło nam kilka tygodni potwierdzenie informacji. Sprawa była i jest bardzo głośna. Policjantka z KPP Zawiercie jest oskarżona o pobicie i groźby karalne, w Sądzie Rejonowym w Myszkowie toczy się jej proces karny, ze względu na dobro nieletnich, wyłączony z jawności. Prokuratura Okręgowa w Katowicach z kolei prowadzi śledztwo czy policjanci z KPP Zawiercie próbowali kryć koleżankę, utrudniać dochodzenie. Są przesłuchiwani. AZawierciańską policję pytamy o okoliczności zatrzymania strażaka, funkcjonariusza publicznego. Ma to znaczenie, iż chodzi o zawodowego strażaka PSP Zawiercie, ponieważ już postawienie strażakowi zarzutów karnych może skutkować zawieszeniem w czynnościach, a choćby wydaleniem ze służby. W przypadku skazania za przestępstwo umyślne, a tym jest jazda po pijanemu, strażak rutynowo jest wydalany ze służby, traci też przywileje emerytalne. Dlatego zawierciańską policję pytaliśmy o okoliczności zdarzenia:1. miejsce, data, czy była to rutynowa kontrola drogowa, czy wynik podejrzeń, iż kierujący może być nietrzeźwy (np. zachowanie na drodze),2. o ile informacja jest prawdziwa, iż osoba o tym nazwisku została zatrzymana i potwierdzono jej nietrzeźwość, to czy KPP Zawiercie powiadomiła o ujawnieniu podejrzenia pracodawcę osoby, czyli Państwową Straż Pożarną.Czyli mamy sytuację mniej więcej taką: Policja nie wie, czy zatrzymany do kontroli, u którego stwierdzono stan nietrzeźwości to strażak, więc nie powiadamia Komendanta PSP Zawiercie. Ale ten o podejrzeniach wie od nas, więc ma obowiązek to sprawdzić, czy jego funkcjonariusz jest podejrzewany o popełnienie przestępstwa. Gdyby był to strażak- kierowca wozu bojowego, to w zadzie grozi mu natychmiastowe wydalenie ze służby. Tu warto przypomnieć historię którą wykryła i ujawniła nasza redakcja w 2024 roku: „KOLEJNY WYPADEK W HUCIE SZKLANEJ. KIEROWCA Z BETONIARNI MIAŁ ZATRZYMANE PRAWO JAZDY. To strażak z PSP Będzin” -pisaliśmy w X 2024:„4 października 2024w miejscowości Huta Szklana (gmina Kroczyce) doszło do wypadku z udziałem samochodu ciężarowego, który wracał do firmy „Betoniarnia Kaczmarek” w Siedliszowicach. Zawierciańska Policja nie ma wątpliwości, iż sprawcą wypadku jest kierujący samochodem ciężarowym Dawid S.”Jak się okazało, strażak utracił prawo jazdy około pół roku wcześniej, o czym nie powiadomił swoich zwierzchników. W tym czasie dalej pracował jako strażak- kierowca. Aż do wypadku gdy ciężarówką należącą do firmy Betoniarnia Kaczmarek, gdzie sobie dorabiał po godzinach, spowodował wypadek. Uciekł, zostawiając ofiarę wypadku, a później próbował podstawić kolegę, jako rzekomego kierującego samochodem ciężarowym. Teraz mamy historię kolejnego strażaka, tym razem podejrzewanego o jazdę po pijanemu. Będziemy dopytywać, czy wobec faktu, iż oficjalnie pytaliśmy w PSP Zawiercie o to zdarzenie, czy Komendant PSP Zawiercie był powiadomiony o podejrzeniu zatrzymania strażaka, czy teraz Komendant PSP Zawiercie zwróci się do Policji o potwierdzenie czy to prawda. Strażak Państwowej Straży Pożarnej jest funkcjonariuszem publicznym, ale życie pokazuje, iż nie zawsze godnym zaufania. Jedna nieścisłość, którą próbujemy wyjaśnić, to czy strażak mógł być „w stanie po użyciu” (od 0,2 do 0,49 promila) czy jak mówi nasz informator, miało to być aż 1,5 promila. Tylko w pierwszym przypadku możliwe byłoby nałożenie na obwinionego (wykroczenie) kary najniższej, zatrzymanie prawa jazdy na pół roku. Ale jest to kara orzekana przez sąd, nie przez Policję. o ile więc strażak naprawdę mówił kolegom, iż prawo jazdy ma zatrzymane na pół roku to kłamie. Ma zatrzymane z chwilą ujawnienia staniu nietrzeźwości, a o wymiarze kary (wysokość grzywny) i okresie zakazu prowadzenia (od 6 miesięcy do 3 lat) orzeka sąd, nie Policja. Inaczej, gdyby potwierdziło się, iż strażak miał 1,5 promila, wtedy prowadzenie samochodu w takim stanie jest przestępstwem. Sąd w takim przypadku orzeka karę od 3 do 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów, grzywnę, karę ograniczenia wolności lub więzienia do lat 3. o ile okaże się, iż strażak, dziś podejrzewany o jazdę po pijanemu miał 1,5 promila, z mundurem strażaka pożegna się na pewno. Komentarz z dnia 29-04-26 jako aktualizacja artykułu: od opisywanego zdarzenia minęło już choćby dwa miesiące, a od czasu jak ujawniliśmy okoliczności zatrzymania strażaka, przynajmniej te, które udało nam się ustalić, minęły 3 tygodnie. Ciekawe, czy w tym czasie ogarnęli sytuację przełożeni strażaka z Wierbki? W w prawdziwość odpowiedzi, jaką dostaliśmy, iż Komendant PSP Zawiercie nic nie wie o zatrzymaniu podległego mu funkcjonariusza w stanie nietrzeźwości po prostu nie wierzymy. O sprawie w komendzie aż huczało, gadał o tym również główny zainteresowany, a komendant starszy brygadier Artur Łągiewka nic nie wie? Albo zastępca komendanta Łukasz Osikowicz, też brygadier starszy? Jakoś w to trudno uwierzyć, bo to kompletnie niewiarygodne. Wg SW Research w 2025 roku wśród najbardziej poważanych zawodów strażak był na pierwszym miejscu. Nie wiem, jak robili ten sondaż, ale chyba tylko wśród strażaków. Nam strażak kojarzy się np. rozdawaniem piwa w szkole w Cynkowie (starosta był lepszy, rozdawał wódkę), jazdą na zakazie, jazdą po pijanemu. Był w pewnej szerszej okolicy (nie w Zawierciu) taki komendant, który miał opinię takiego moczymordy. Kozetka nie służyła mu do odpoczynku. A strażacy z PSP z zażenowaniem słuchali, jak szef wynosi puste butelki nocą, tłukąc się po całej komendzie. Do pracy już z rana o ile jechał to na takim kacu, iż widać i czuć było z daleka -jak mówili podwładni. Ale po cichu, po kryjomu. Szukaliśmy okazji do namierzenia odsypiającego, "zmęczonego" komendanta. Nie udało się, odszedł na emeryturę. Aktualny ranking najbardziej poważanych zawodów (2025,
swresearch.pl)Prezentujemy najnowsze zestawienie najbardziej poważanych przez Polaków wykonywanych zawodów:1. miejsce: STRAŻAK2. miejsce: RATOWNIK MEDYCZNY3. miejsce: PILOT SAMOLOTU PASAŻERSKIEGO4. miejsce: PIELĘGNIARKA5. miejsce: LEKARZ6. miejsce: STRAŻNIK GRANICZNY7. miejsce: FARMACEUTA / APTEKARZ8. miejsce: PROFESOR UNIWERSYTETU9. miejsce: GÓRNIK10. miejsce: INŻYNIER PRACUJĄCY W FABRYCESTRAŻACY Z PSP ZAWIERCIE PISZĄ ANONIM: Już po opublikowaniu tego artykułu w wydaniu papierowym i na
eprasa.pl redakcja dostała list. Fachowo zaadresowany do Wydawcy anonim. Anonimowy autor, zakładamy iż strażak lub ich grupa (anonimy często piszą w liczbie mnogiej, choć jednoosobowo), pisze, iż "do listu skłonił nas artykuł o pijanym strażaku". Pisze strażak o nepotyzmie w komendzie PSP Zawiercie, i jakimś wiecznie faworyzowanym strażaku. Miałby bo być kolejny nadużywający alkoholu zawodowy strażak. Ciągle awansowany i nagradzany. Za picie? -można zapytać. List choć dowodzi, iż autor może mieć sporą wiedzę i na pewno jest ze środowiska strażackiego w istocie nie podaje żadnych szczegółów, które moglibyśmy zweryfikować: nazwisk, dat, powiązań personalnych. Jedynie, iż rządzi "Pilica" a ktoś limuzyną pijany w komendzie. I iż usuwano zdjęcia z tego zdarzenia. Znowu pytanie: kiedy, kto, jaka i czyja limuzyna? A poza tym, zdjęcie to nie dowód, ze kierujący był pijany. Szczerze mówiąc, sądziłem iż zawód strażaka wymaga choć minimum odwagi i charakteru. Drogi Anonimowy Strażaku PSP Zawiercie: podaj szczegóły, Informacje przekazane prasie są prawem chronione i nie ma takiego sądu, który wycisnąłby z nas tajemnicę dziennikarską. A były takie próby, jedna młoda sędzia spytała: "a co panu szkodzi", gdy odmówiłem odpowiedzi na pytania, które zmierzały do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej. Ano szkodzi, bo tajemnica dziennikarska jest święta. A jak to nie przemawia, to jej ujawnienie jest zagrożone dla dziennikarza karą więzienia. Dlatego warto nam mówić
wszystko.Listu nie przepisujemy, ale drukujemy w całości, ponieważ nie ma w nim żadnych danych osobowych, szczegółów. Tu Anonimowy Strażak nas przecenia, iż na podstawie takich skąpych danych możemy coś ustalić. Mógłby komendant PSP Zawiercie, a tym bardziej Komendant Wojewódzki PSP lub jakiś główny jeszcze wyżej, o ile dotrze do nich ten artykuł. Puenta będzie taka: coś powietrze w PSP wymaga przewietrzenia. Anonim profesjonalnie zaadresowany, wydruk nie pismo manualne. Znaczek pewnie choćby nie pośliniony? Drogi Strażaku, więcej odwagi, to się tym zajmiemy! Wierbka leży w gminie Pilica, w powiecie zawierciańskim. Rodzina Moesów, pochodząca z Niemiec, pojawiła się tu w połowie XIX w. Moesowie przyczynili się do rozwoju okolicznych miejscowości, a w 1880 r. wznieśli eklektyczny pałac. Obiekt ten, odebrany właścicielom w roku 1945, spłonął w czasach schyłkowego PRL i stanowi odtąd ruinę. Pozostałością, świadczącą o dawnej świetności majątku, są resztki niegdysiejszego, przypałacowego parku ze starymi okazami
drzew.Wierbka gm Pilica ruiny pałacu Aleksandra Moesa 1880rO WierbceW roku 1853 miejscowość Wierbka nabyta została przez Chrystiana Augusta Moesa. Założył on tutaj papiernię, która funkcjonowała do lat międzywojennych. Rodzina Moesów przyczyniła się do uprzemysłowienia tutejszych terenów, zakładając tu również gorzelnie oraz młyn
parowy.Historia pałacuSam pałac wzniesiony został w 1880 r., z inicjatywy Aleksandra Moesa. Główne wejście do tej eklektycznej budowli usytuowane było od strony północnej. We wschodniej części wnętrza znajdował się Salon Lustrzany. Od strony południowej do gmachu przylegał półkolisty taras, otwarty na urządzony w stylu angielskim park, w którym zasadzono szereg rzadkich, egzotycznych gatunków drzew. Obok pałacu znajdowały się także: stajnia, powozownia, mieszkania służby, a także lodownia. Na początku XX w. Aleksander Moes oddał zarząd nad przypałacowym parkiem w ręce Mieczysława Hoffmana. Dzięki jego wytężonej pracy park doprowadzony został do świetności. W 1910 r. w pałacu wybuchł pożar, który na szczęście, zauważony w porę, gwałtownie został ugaszony. Moesowie byli właścicielami pałacu do nastania komunizmu w 1945 r., kiedy to został im odebrany, a oni sami zmuszeni do emigracji. Z początkiem lat osiemdziesiątych w rezydencji otwarto ośrodek odwykowy dla narkomanów. W styczniu 1987 roku pałac został zniszczony przez pożar. Silny wówczas mróz, powodujący zamarzanie wody w wężach strażackich, utrudnił akcję gaśniczą. Odtąd obiekt stanowi ruinę, skądinąd malowniczą i wartą obejrzenia. Pozostałością dawnej świetności tutejszego majątku jest fragment parku (z pierwotnego, 10-hektarowego założenia, pozostało około jednej trzeciej). Rosną tu interesujące drzewa o wymiarach pomnikowych, jak lipa drobnolistna o ponad czterometrowym obwodzie. Pisaliśmy w 2024 roku: