Konflikt w Tatrach, spłonął samochód DIOZ. Aktywiści grzmią o "odwecie górali"

13 godzin temu

Spłonął samochód należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Jak twierdzą przedstawiciele organizacji, za podłożeniem ognia stoją górale. Policja potwierdziła, iż przyjęła zgłoszenie w tej sprawie i ze wstępnych ustaleń wynika, iż było to podpalenie. To kolejna odsłona konfliktu między aktywistami a góralami, z którym mieliśmy do czynienia w sobotę na szlaku do Morskiego Oka.

DIOZ/Facebook
Spłonął samochód należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt

Do incydentu doszło w niedzielę około 2:00 w nocy blisko jednego z obiektów noclegowych w gminie Bukowina Tatrzańska. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt poinformował, iż w wyniku podpalenia spłonął jeden z jego samochodów.

Poprzedniego dnia na trasie do Morskiego Oka zorganizowano protest przeciwko wykorzystywaniu koni do transportu turystów. Na miejscu interweniowała policja. Funkcjonariusze użyli siły do odsunięcia z drogi aktywistów blokujących przejazd jednego z wozów.

Pożar samochodu DIOZ na Podhalu. Policja: To podpalenie

DIOZ o podłożenie ognia oskarżył mieszkańców Podhala. W wydanym oświadczeniu wprost podano, iż to górale mieli "w odwecie za walkę o konie z Morskiego Oka" podpalić pojazd. Przedstawiciele organizacji podkreślili, iż auto było warte 500 tysięcy złotych.

"Jesteśmy przez oprawców śledzeni, wygrażają nam śmiercią i grożą spaleniem ośrodków" - napisali działacze. Jednocześnie domagają się śledztwa, policyjnej ochrony oraz reakcji MSWiA oraz resortu klimatu i środowiska.

ZOBACZ: Awantura na trasie do Morskiego Oka. Aktywiści starli się z góralami. W akcji policja

Zakopiańska policja potwierdziła w rozmowie z lokalnymi mediami, iż wstępne ustalenia wskazują, iż samochód spłonął w wyniku podpalenia. W nocy na miejscu trwały czynności wyjaśniające.

- Na chwilę obecną rozpatrujemy kilka aspektów. Najbardziej prawdopodobną wersją jest podpalenie pojazdu, więc tu będziemy ukierunkować nasze działania, żeby ustalić ewentualną tożsamość sprawcy bądź sprawców - powiedział Radiu Alex st. asp. Maciej Kasprzycki.

Wyjaśnił, iż mundurowi wykonali oględziny pojazdu i zabezpieczyli materiał dowodowy. W niedzielę będą jeszcze przesłuchiwać świadków, zabezpieczać nagrania monitoringu, rozpytywać okolicznych mieszkańców.

Awantura o konie nad Morskim Okiem. Zapowiadają kolejną blokadę

Przedstawiciele DIOZ zapowiedzieli, iż w poniedziałek znowu zablokują transport konny do Morskiego Oka. Żądają, by na miejscu pojawiła się minister Paulina Hennig-Kloska. "Uderzyliśmy w największy tatrzański układ korupcyjno-mafijny" - podkreślają.

Po pożarze DIOZ uruchomił też zbiórkę pieniędzy, by - jak podkreśla - "odbudować tabor ratunkowy i zapewnić bezpieczeństwo ludziom oraz zwierzętom w ośrodkach".

ZOBACZ: Wpadka w Zamościu. Syreny alarmowe obudziły mieszkańców. Jest komunikat

Organizacje prozwierzęce od lat domagają się likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka, wskazując na przeciążanie i przemęczanie zwierząt.

Od 1 września, w ramach pilotażu nowej organizacji transportu, wypracowanej przez Tatrzański Park Narodowy, samorząd, fiakrów i Ministerstwo Klimatu i Środowiska, trasa przewozów konnych zostanie skrócona z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Równolegle na trasie funkcjonuje transport pojazdami elektrycznymi.

WIDEO: "Polska mentalność". Marek Sawicki z PSL o tragedii na Węgrzech
Idź do oryginalnego materiału