Kolumb z Opolszczyzny, czyli Wojciech K. odkrywa kolejki (i amnezję)

opowiecie.info 2 godzin temu

Radny Wojciech Komarzyński, po latach spędzonych w błogim letargu, właśnie dokonał epokowego odkrycia, przy którym lądowanie na Księżycu to drobny przechadzka. Otóż radny odkrył, iż w polskiej służbie zdrowia… są kolejki. Tak, Panie i Panowie! Po ośmiu latach rządu jego formacji, po miliardach przepalonych na kampanie o „dobrych zmianach”, Pan Wojciech doznał iluminacji: pacjent musi czekać do 2028 roku.

Gdzie był Pan Radny przez ostatnie dwie kadencje? Dlaczego wtedy nie alarmował o „dramacie Polaków”? Odpowiedź jest prosta i, jak na standardy Pana Wojciecha przystało, bardzo kosztowna.

Zanim Pan Komarzyński stał się „głosem schorowanych seniorów”, zajmował się niezwykle wyczerpującym zajęciem – doglądaniem rolnictwa z perspektywy dyrektorskiego fotela w ARiMR. I trzeba przyznać, iż jako „rolnik” radny spisał się wybornie: zasiał ziarno swojej obecności, a po zaledwie dwóch miesiącach pracy zebrał plon w wysokości, bagatela, 180 tysięcy złotych.

90 tysięcy miesięcznie. Przy takim tempie „zarabiania” na publicznym wikcie, Pan Radny mógłby prawdopodobnie wykupić połowę terminów u prywatnych specjalistów dla całego województwa. No ale wtedy nie byłoby o czym pisać interpelacji, prawda?

Pan Wojciech punktuje teraz Marszałka: „Miało nie być limitów, lekarze mieli dzwonić!”. Panie Radny, to brzmi jak cytat z Pana własnych partyjnych kolegów, którzy przez lata obiecywali nam szklane domy i darmowe leki, a zostawili system trzymający się na plastrze i dobrej woli przepracowanych medyków.

Gdy PiS rządził służbą zdrowia, Pan Komarzyński milczał jak zaklęty. Może to przez ten szelest przeliczanych w ARiMR pieniędzy? Trudno usłyszeć głos cierpiącego pacjenta, gdy w portfelu tak głośno szumi „zasłużona” odprawa.

Radny pyta o przyczyny kolejek. Chętnie podpowiemy: jedną z nich jest fakt, iż przez lata zamiast w system, pompowano pieniądze w takich „ekspertów” jak Pan, którzy za dwa miesiące piastowania funkcji inkasowali kwoty, o jakich pielęgniarka czy rezydent mogą pomarzyć po dekadzie pracy.

Panie Wojciechu, granie kartą „zdrowia i życia Polaków” w Pana wykonaniu to szczyt cynizmu, który przebija choćby Pańskie umiejętności montażu wideo. To tak, jakby podpalacz wrócił na miejsce pożaru z kubkiem wody i pretensjami do strażaków, iż za wolno gaszą, a w międzyczasie wystawił rachunek za „konsultacje przeciwpożarowe”.


Wniosek: Radny Komarzyński to człowiek wielu talentów. Potrafi wyciąć końcówkę filmu, potrafi „zobaczyć” coś na okładce, której nie ma, a teraz potrafi udawać, iż kolejki w NFZ to wynalazek ostatnich kilku miesięcy.

Nasza rada: Panie Wojciechu, zamiast pisać interpelacje, może warto oddać te 180 tysięcy na lokalny szpital? Kolejki pewnie nie znikną, ale przynajmniej pacjenci mieliby poczucie, iż za ich zdrowie nie płaci się komuś, kto w dwa miesiące „zarobił” tyle, co oni przez kilka lat. Wstyd? To słowo najwyraźniej nie figuruje w Pańskim (bardzo drogim) słowniku.

Fot. FB Wojciecha Komarzyńskiego

Idź do oryginalnego materiału