Gmina Frampol: Rodzina strażaka apeluje o wsparcie w kosztownej rehabilitacji

2 godzin temu
Dramat 41-latka rozegrał się w kwietniu 2024 roku. Darek, podczas pracy na wysokości, spadł z dachu. Obrażenia były przerażające: zmiażdżony kręgosłup, uszkodzony rdzeń kręgowy, rozwarstwienie aorty oraz odma obu płuc. Śmigłowiec LPR przetransportował go do szpitala w stanie krytycznym.Przez ponad miesiąc strażak walczył o każdy oddech na oddziale intensywnej terapii, będąc w śpiączce farmakologicznej i pod respiratorem. Po serii skomplikowanych operacji i półrocznej hospitalizacji Darek wrócił do domu, ale jego rzeczywistość drastycznie się zmieniła.PRZECZYTAJ TEŻ: Stary Zamość: Kilka dni nikt go nie widział, dzielnicowi pojechali na miejsce. Potrzebował pomocyŻycie na wózku i codzienna walkaW wyniku uszkodzenia rdzenia kręgowego Darek stracił czucie od klatki piersiowej w dół. Porusza się na wózku inwalidzkim, jednak się nie poddaje. Każdy dzień to godziny morderczych ćwiczeń.– Rehabilitacja to teraz jego jedyna droga do jakiejkolwiek samodzielności. Pozwala utrzymać to, co udało się wypracować, i zapobiega dalszemu pogarszaniu się stanu zdrowia – podkreślają bliscy.Mimo ogromnego wsparcia ze strony kolegów z OSP, Koła Gospodyń Wiejskich oraz lokalnych mieszkańców, wydatki na leczenie zaczęły przerastać budżet rodziny. Specjalistyczny sprzęt, leki, stały transport i prywatne sesje rehabilitacyjne generują rachunki sięgające dziesiątek tysięcy złotych.Jak można pomóc?W serwisie Siepomaga.pl wystartowała oficjalna zbiórka funduszy. Liczy się każda złotówka – zbiórkę www.siepomaga.pl/dariusz-niedzwiecki założyła żona strażaka ochotnika, Ewelina.– Mamy ogromną pomoc ze strony rodziny, przyjaciół, Koła Gospodyń Wiejskich, OSP i wielu innych ludzi o dobrych sercach. Niestety z biegiem czasu nasze oszczędności się skończyły, a potrzeby stale rosną. Rehabilitacja, leki przeciwzakrzepowe, dojazdy, sprzęty do ćwiczeń – to wszystko kosztuje więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Nie jest mi łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ale nie mogę się poddać. Dla Darka. Dla naszych dzieci, które są niesamowicie dzielne. Pomagają, wspierają, ćwiczą razem z tatą i podnoszą go na duchu. Czasem widzę w ich oczach strach, ale też ogromną nadzieję. Najważniejsze jest dla nich to, iż tata żyje – podkreśla Ewelina, żona strażaka ochotnika.
Idź do oryginalnego materiału