Dwie fotografie wykonane we wrześniu 1939 roku odmieniły historię rodzin z Głowna i uruchomiły społeczną inicjatywę, której celem jest godne upamiętnienie jedenastu Polaków rozstrzelanych przez niemieckich okupantów. Zdjęcia przez ponad osiemdziesiąt lat pozostawały poza Polską. Odnalazł je amerykański strażak z New Jersey, który po sześciu latach poszukiwań przyjechał do Głowna, aby osobiście przekazać je potomkom ofiar.
Historia rozpoczęła się kilka lat temu, gdy Harrison, strażak z New Jersey, kupił dwie fotografie na targu staroci. Nie znał ich pochodzenia, ale poruszył go ich dramatyczny charakter. Jak przyznał, uświadomił sobie, iż są na nich czyiś ojcowie, bracia i członkowie rodzin. Pomyślał więc, iż powinny wrócić do ich potomków
Na odwrocie jednej z fotografii znajdował się napis wskazujący na Głowno. Harrison próbował ustalić miejsce wykonania zdjęć, analizował mapy, kontaktował się z różnymi instytucjami, jednak przez lata nie udało mu się odnaleźć rodzin uwiecznionych na fotografiach. Ostatecznie opublikował zdjęcia w internecie.
Rozpoznał pradziadka na fotografii
Fotografie zobaczył je Łukasz Łukasik, strażak Państwowej Straży Pożarnej ze Zgierza, mieszkaniec gminy Głowno. Od razu rozpoznał miejsce oraz dwóch członków swojej rodziny: pradziadka Jana Bednarka i prapradziadka, którzy znaleźli się wśród jedenastu Polaków rozstrzelanych przez Niemców we wrześniu 1939 roku.
Pomyślałem, iż to są zdjęcia z egzekucji mojego pradziadka i prapradziadka. Wiedziałem, iż muszę je odzyskać
- opowiada.
Odnalazł autora internetowego wpisu i nawiązał kontakt z Harrisonem. Początkowo nie wiedział nawet, kim jest właściciel fotografii.
Myślałem, iż rozmawiam z Niemcem. Byłem bardzo ostrożny, żeby go nie zniechęcić. Dopiero później dowiedziałem się, iż jest Amerykaninem o włoskich i irlandzkich korzeniach
- wspomina.
Kiedy Harrison przekonał się, iż zdjęcia rzeczywiście przedstawiają miejsce egzekucji pod Głownem, postanowił nie wysyłać ich pocztą. Powiedział: Przywiozę je osobiście
Spotkanie dwóch strażaków
W czerwcu 2026 roku Harrison przyleciał do Polski. Przez kilka dni wraz z Łukaszem Łukasikiem odwiedzał miejsca związane z historią egzekucji, cmentarze wojenne oraz grób rozstrzelanych członków jego rodziny.
Obaj są strażakami, co, jak przyznają, stało się kolejnym niezwykłym zbiegiem okoliczności.
Pojechaliśmy na cmentarz w Waliszewie, gdzie Harrison zapalił lampkę na grobie mojego pradziadka i prapradziadka. Spędziliśmy wspaniały tydzień poszukując tej historii z II wojny światowej. Zabrałem go do naszej komendy, poznaliśmy się z rodziną, zorganizowaliśmy tradycyjnego polskiego grilla. To był niezwykły tydzień
- mówi nam pan Łukasz.
Od rodzinnej historii do społecznej inicjatywy
Dla Łukasza Łukasieki historia nie zakończyła się na odnalezieniu fotografii. Postanowił doprowadzić do powstania miejsca pamięci dokładnie tam, gdzie doszło do egzekucji. Ma za sobą władze Głowna.
Przez lata miejsce to pozostawało niezagospodarowane. - o ile dziś tego nie upamiętnimy, za kilka lat znów ktoś będzie przechodził obok, nie wiedząc, iż właśnie tutaj przelana została ludzka krew - podkreśla.
Teren należy w tej chwili do PKP. Po rozmowach z przedstawicielami spółki, zainicjowanych przy wsparciu ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka oraz burmistrza Głowna, udało się uzyskać zgodę na rozpoczęcie procedur prowadzących do utworzenia miejsca pamięci.
PKP zadeklarowało również gotowość przekazania terenu miastu oraz zaproponowało nadanie dworcowi kolejowemu nazwy nawiązującej do wydarzeń z września 1939 roku. Ostateczna nazwa nie została jeszcze ustalona.
Najpierw poszukiwania archeologiczne
Jednym z najbliższych etapów będą badania terenu prowadzone przez stowarzyszenie poszukiwawcze.
Ich celem jest odnalezienie łusek z broni użytej podczas egzekucji. Według specjalistów istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż przez cały czas znajdują się one w ziemi.
Odnalezienie śladów pozwoli precyzyjnie wskazać miejsce, w którym stali niemieccy żołnierze podczas rozstrzelania.
- To pomoże dokładnie wyznaczyć miejsce przyszłego pomnika i lepiej udokumentować przebieg egzekucji
- tłumaczy pan Łukasz, który deklaruje, iż będzie brał w nich udział, bo nie wyobraża sobie, żeby było inaczej.
(arch. prywate Łukasza Łukasika, na zdjęciu żołnierze, który zamordowali mieszkańców Głowna)
Trwa poszukiwanie rodzin ofiar
Równolegle prowadzone są poszukiwania potomków wszystkich jedenastu rozstrzelanych.
Dzięki publikacjom w mediach oraz pomocy genealogów udało się odnaleźć przedstawicieli dziesięciu rodzin. Powstała choćby grupa zrzeszająca już około 40 potomków ofiar.
Wciąż poszukiwani są przedstawiciele rodziny Grójków. Z dotychczasowych ustaleń wynika, iż jednym z potomków może być około 60-letni mężczyzna o imieniu Michał, mieszkający prawdopodobnie w Głownie.
- Każdy sygnał może być cenny. Po tylu latach wystarczy jedno nazwisko albo jedna rozmowa, żeby odnaleźć kolejne osoby - mówi inicjator akcji i apleuje, aby osoba, która uważa, iż o niej mowa, albo jego rodzina odewała się do niego, lub też do Urzędu Miasta w Głownie.
Miasto przygotowuje dokumentację
Jak informuje nas Małgorzata Tomczuk, kierownik Referatu Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miejskiego w Głownie, rozmowy z PKP rozpoczęły się kilka dni temu lipca.
Rozmowy zainicjowane przez burmistrza w sprawie nadania imienia dworca kolejowego w Głownie oraz ewentualnego wydania zgody przez PKP na stworzenia miejsca pamięci przy nasypie kolejowym , miały miejsce 23 lipca. w tej chwili jesteśmy na etapie przygotowywania niezbędnej dokumentacji - wniosków, które należy złożyć do PKP. Co do nazwy, którą nosiłby dworzec nie jest ona jeszcze ostateczna
- przyznaje.
Najprawdopodobniej uroczyste nadanie nazwy dworca, oraz odsłonięcie na jego terenie tablic ze zdjęciami dokumentującymi moment egzekucji a także otwarcie miejsca pamięci przy nasypie kolejowym, będą połączone w jedną uroczystość.
Naszym celem jest dokonanie ww. czynności jak najszybciej, tak aby 12 września 2027 r. móc spotkać się z rodzinami rozstrzelanych oraz osobami zaangażowanymi w powstanie wspomnianych miejsc pamięci, by uhonorować ofiary hitlerowskiej zbrodni sprzed blisko 90 lat
- przyznaje Małgorzata Tomczuk.
Celem miasta i PKP jest zakończenie wszystkich formalności przed 12 września 2027 roku – w rocznicę zbrodni. Tego dnia rodziny rozstrzelanych, mieszkańcy oraz osoby zaangażowane w odnalezienie fotografii i przywrócenie pamięci o ofiarach mają wspólnie oddać hołd jedenastu Polakom zamordowanym przez niemieckich okupantów we wrześniu 1939 roku.
Dla Łukasza Łukasika będzie to zwieńczenie wieloletnich starań.
Obiecałem Harrisonowi, iż zrobię wszystko, żeby w tym miejscu stanął pomnik. Wierzę, iż uda się dotrzymać tej obietnicy i ocalić tę historię od zapomnienia
- podkreśla.
Dodajmy, iż na wspominamym naypie kolejowym zginał 46-letni dziadek pana Łukasza wraz z 74-letnim ojcem. Młodszy z mężczyzn osierocił żonę Jadwigę i siedmioro dzieci - sześć córek i jednego syna. Najmłodsza dziewczynka miała 4 miesiące, najstarsza
14 lat, syn miał 7. Co ciekawe, ta córka 4-miesięczna żyje do dzisiaj, mieszka w Łodzi.
Mężczyźnik którzy zostali zamordowani zostali zatrzymani przez hitlerowców i wzięci za partyzantów. Na jednym ze zdjęćn widzimy, jak duży dół grup, a na drugim, jak dochodzi właśnie do tej egzekucji.
(arch. Łukasz Łukasik)

5 godzin temu







