Dom sąsiada stanął 1,8 metra od granicy. "Przepisy tylko dla wybranych?"

11 godzin temu

Przepisy wymagają czterech metrów od granicy działki, jednak dom sąsiada państwa Bandurów stoi zaledwie 1,8 metra od niej. Mimo wieloletniej batalii w urzędach i sądach małżeństwo spod Kielc nie może doprowadzić do zmiany tej sytuacji. Urzędnicy przekonują, iż wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a mieszkańcy pytają: jak to możliwe? Materiał "Interwencji".

"Interwencja"
Spór o niecałe dwa metry między sąsiadami trwa od dekady

Pani Sylwia i pan Mirosław z gminy Bodzentyn pod Kielcami od dziesięciu lat toczą spór z sąsiadami, którzy wybudowali swój dom bardzo blisko ich posesji. Sąsiad zaczął budowę w 2015 roku, gdy nie były jasno ustalonej granicy działek, bo były wzajemne roszczenia.

- My żeśmy mieli czerwoną linię, to była nasza ziemia. Później, gdy on się zaczął budować, jego geodeta stwierdził, iż ta granica przebiega czarną linią, czyli tą linią. I po rozgraniczeniu, już jest wyrok prawomocny, sąd wyznaczył niebieską linię. I to już jest prawomocna granica - opowiada Mirosław Bandura.

- Sąd przyznał, jak przyznał, więc już nie ubiegamy się o to, tylko o odsunięcie tego budynku od granicy, tak jak powinno być. Przypuszczam, iż prawo budowlane obowiązuje wszystkich, nie tylko wybrańców i do tego dążę, żeby pokazać, iż instytucje muszą działać zgodnie z prawem.

ZOBACZ: Sąsiad zagrodził drogę do domu seniorki. Karetka nie mogła dojechać


- Przepisy mówią, iż budynek jak ten, z oknem, powinien stać co najmniej cztery metry od granicy działki - dodaje Sylwia Bandura.

Małżeństwo w naszej obecności zmierzyło odległość domu sąsiada od granicy działek. Wynosi ona 1,8 metra.

Sąsiad przedstawia swoją wersję. "Projektant zapewniał, iż jest zapas"

53-letni pan Piotr, sąsiad małżeństwa, zgodził się na rozmowę z "Interwencją", ale bez ujawniania wizerunku. Sprawę widzi inaczej. W styczniu Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Kielcach dał pozwolenie na użytkowanie domu. Wprowadził się w marcu.

- Problem z sąsiadami zaczął się od zasypania mojej działki, naruszenie mojej własności w 2012 roku, jak wyjechałem do pracy do Norwegii. Wszystko zleciłem projektantowi, kierownikowi budowy, bo ja tam za granicą byłem, a on mi tutaj te wszystkie, jako osoba uprawniona, papiery kompletował i załatwiał. I miałem kilka projektów przyszykowanych na tę działkę, czy mi się zmieści budynek na tej działce, bo jak nie, to zmieniamy budynek albo coś tam ucinamy jakąś ścianę. Dał mi odpowiedź, iż mieści się, jest sporo zapasu. Sąsiedzi robili podział działki w 2013 roku i on odniósł się do tych ich podziałów i tutaj jest ich podpis, iż wszystko się zgadzało. Ona przyjęła tę granicę, podpisała się - tłumaczy sąsiad, pan Piotr.

- Ja odpisywałam córce w 2013 roku 80 arów ziemi i geodeta co innego zrobił na gruncie, a co innego złożył do starostwa, całkiem inne dokumenty. Ktoś mi złożył w 2012 roku o podział działki i ktoś podpisał pismo za mnie, a to leżało w dokumentacji i taka pani, co mi pilnowała, wyłoniła mi to pismo, nie ja sama, tylko ta pani, czy to jest pani pismo i pani podpis? Ja mówię, iż nie. Sfałszowanie podpisu zgłosiłam policji, umorzono sprawę, bo nie mogli znaleźć winnego - odpowiada Anna Łakomiec, matka pani Sylwii.

Siedem spraw w sądzie i wciąż bez rozwiązania. "Granice zachodzą na siebie"

W sądach było siedem spraw. Są już zakończone. Prawomocne wyroki mówią, iż dom sąsiada pani Sylwii i pana Mirosława wybudowany jest zgodnie z prawem budowlanym.

- Mimo iż my piszemy o odsunięciu budynku od granicy, oni nam przysyłają pismo, iż budynek jest za wysoki, albo iż jakąś drogę trzeba utwardzić, albo zrobić jakieś miejsce postojowe, w ogóle nie zajmuje się tym, czego my żądamy - podkreśla Sylwia Bandura.


- W tej sprawie główną przyczyną zobowiązania inwestorów do złożenia projektu zamiennego była kwestia wysokości. Nie przewijała się tam kwestia lokalizacji tego budynku. Zarówno organy, jak i sąd aprobujący te rozstrzygnięcia powołują się na mapy. Wtedy nie było sporu, przynajmniej z akt nie wynika, iż był spór co do przebiegu granicy - odpowiada Sylwester Miziołek z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach.

- Jak geodeta przyszedł wytyczać pod jego budynek teren, od razu żeśmy sprzeciw powiedzieli, iż jest problem, bo granice zachodzą na siebie. Moim zdaniem dopiero jak prawomocnie sąd czy urzędy wyznaczą granice prawną, dopiero zaczyna się budowę - komentuje Mirosław Bandura.

"Odległości zachowane zgodnie z prawem". Komunikat Inspektoratu

"Budynek ma zachowane odległości przewidziane prawem, ponieważ jego usytuowanie jest zgodne z zatwierdzonymi projektami budowlanymi (pierwotnym z 2015 r. i zamiennym z 2022 r.) w stanie prawnym i geodezyjnym obowiązującym w dacie ich wydawania" - brzmi oświadczenie Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Kielcach.

- Ten budynek sąsiada oddziałuje na naszą działkę, murów się nie zmieni, ale dach można skrócić. Są przepisy przeciwpożarowe, ten dach i tak nie ma odległości przeciwpożarowych, bo powinno być siedem metrów - komentuje Mirosław Bandura.

ZOBACZ: Atak siekierą. Wieś boi się poszkodowanego i broni napastnika



- Ja wybudowałem zgodnie z przepisami, są wyroki sądów. Dwa budynki już powstały i nie zabezpieczyły tych odległości. Jak sąd wydaje takie wyroki, to niech sąd weźmie i przestawi teraz budynki - skomentował sąsiad pan Piotr.

- Cały czas jesteśmy na przegranej pozycji. Żadne instytucje nie chcą nam pomóc, żeby jakoś rozwiązać to – podsumowuje Sylwia Bandura.

Materiał wideo "Interwencji" można obejrzeć TUTAJ.

WIDEO: Zgorzelski o decyzji Zełenskiego: Zgromadził wokół flagi nacjonalistów
Idź do oryginalnego materiału