Chełm. Pożar strawił marzenia, zostali bez dachu nad głową

5 godzin temu
Kilkadziesiąt minut, które zmieniły wszystkoW środę, 1 lipca 2026 roku, około godziny 14:30 chełmscy strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze na osiedlu Rejowiecka. Ogień pojawił się w zabudowie szeregowej przy ulicy Fredry i w bardzo krótkim czasie zaczął się rozprzestrzeniać. Płomienie objęły dach budynku mieszkalnego oraz przylegający do niego garaż.Do walki z żywiołem skierowano znaczne siły. Na miejscu pracowało pięć zastępów zawodowej straży pożarnej z Chełma, a także jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej z Zarzecza i Stawu. Strażacy przez wiele godzin prowadzili trudną akcję, walcząc nie tylko z ogniem, ale również z ryzykiem jego przeniesienia na sąsiednie budynki.Dzięki sprawnej i szybkiej interwencji udało się opanować sytuację oraz zapobiec jeszcze większej tragedii. Płomienie nie zdołały objąć kolejnych domów, jednak dla jednej z rodzin skutki tego dnia okazały się dramatyczne.„Ta data na zawsze pozostanie w ich pamięci”Dla pani Marty i jej męża Krzysztofa 1 lipca 2026 roku stał się dniem, którego nigdy nie zapomną. Ich spokojne życie w jednej chwili zostało przerwane przez tragedię, na którą nie mieli żadnego wpływu.Jak opowiada pani Jowita, siostra poszkodowanej kobiety, wszystko wydarzyło się bardzo szybko.- Ta data na zawsze pozostanie w ich pamięci jako najgorszy dzień w życiu. W jednej chwili stracili miejsce, które było ich domem i spełnieniem wielu planów - mówi pani Jowita.Jak wynika z informacji przekazanych rodzinie przez straż pożarną, ogień miał rozpocząć się w drewnianej piaskownicy znajdującej się przy ścianie garażu sąsiada. Następnie płomienie przedostały się na elewację budynku i rozprzestrzeniły na część mieszkalną.- Z tego, co wiemy, ogień przeszedł ze strony garażu na ścianę domu mojej siostry i szwagra. Bardzo gwałtownie zajął strych oraz dach. Wszystko działo się błyskawicznie - relacjonuje pani Jowita.Najważniejsze było jednak to, iż mieszkańcom udało się w porę opuścić budynek. Nikt nie odniósł obrażeń, ale widok domu po zakończeniu akcji gaśniczej był dla rodziny ogromnym szokiem.Ogień zabrał dom, woda zniszczyła resztęPo ugaszeniu pożaru okazało się, iż skala zniszczeń jest ogromna. Płomienie doszczętnie uszkodziły poddasze, dach oraz elewację budynku. Jednak choćby te pomieszczenia, które nie zostały bezpośrednio objęte ogniem, nie nadawały się już do zamieszkania.- To, czego nie strawił ogień, zalała woda. Podczas akcji gaśniczej do domu dostały się tysiące litrów wody. Została zalana praktycznie cała część mieszkalna, ściany, podłogi i wyposażenie. Dom w tej chwili nie nadaje się do użytkowania - wyjaśnia siostra poszkodowanej.Dla małżeństwa oznacza to konieczność generalnego remontu, a w praktyce niemal odbudowy części domu. Koszty naprawy są bardzo wysokie i na ten moment trudne do dokładnego oszacowania.Kredyt na 30 lat i brak środków na odbudowęTrudną sytuację rodziny dodatkowo komplikuje ich sytuacja finansowa. Dom przy ulicy Fredry został zakupiony na kredyt hipoteczny zaciągnięty na 30 lat. Spłata zobowiązania dopiero się rozpoczęła - pierwsza rata została zapłacona w styczniu 2024 roku.Dodatkowym problemem jest fakt, iż ubezpieczenie nieruchomości zostało objęte cesją na rzecz banku. Oznacza to, iż ewentualne odszkodowanie w pierwszej kolejności może zostać przeznaczone na zabezpieczenie zobowiązań wobec kredytodawcy.- Ich sytuacja jest naprawdę dramatyczna. Siostra ze względu na swój stan zdrowia nie może podjąć pracy, a szwagier od lutego służy w zawodowym wojsku. Ich możliwości finansowe są bardzo ograniczone - mówi pani Jowita. - Najbardziej boli ich to, iż nie zrobili nic, co doprowadziłoby do tej tragedii. Stracili swój dom przez zdarzenie, na które nie mieli wpływu, a teraz muszą mierzyć się z konsekwencjami i próbować odbudować całe swoje życie - dodaje.Śledztwo trwa, rodzina prosi o wsparcieW sprawie pożaru prowadzone jest postępowanie wyjaśniające. Śledztwo prowadzi Komenda Miejska Policji w Chełmie pod nadzorem prokuratury. Jego celem jest ustalenie dokładnych przyczyn pojawienia się ognia oraz wszystkich okoliczności zdarzenia.Tymczasem rodzina poszkodowanych rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na odbudowę domu. Oficjalna pomoc została uruchomiona na portalu zrzutka.pl.Pani Jowita zwraca się z prośbą do mieszkańców Chełma i wszystkich osób, które chciałyby wesprzeć rodzinę.- Wierzę, iż nasza chełmska społeczność nie pozostawi ich samych w tak trudnym momencie. Każda pomoc, choćby najmniejsza, będzie dla nich ogromnym wsparciem i symbolem tego, iż nie zostali sami - podkreśla.Jednocześnie rodzina apeluje o ostrożność i przypomina, iż istnieje tylko jedna oficjalna zbiórka.- Prosimy, aby uważać na osoby, które mogłyby próbować wykorzystać tę tragedię. Jedyna oficjalna zbiórka została uruchomiona przez rodzinę i prowadzona jest za naszą wiedzą. Inne akcje mogą nie mieć nic wspólnego z poszkodowanymi - zaznacza pani Jowita.Mieszkańcy Chełma wielokrotnie pokazywali, iż w obliczu tragedii potrafią się jednoczyć i pomagać sobie nawzajem. Teraz taka pomoc może stać się dla pani Marty i pana Krzysztofa szansą na odzyskanie tego, co zabrał im pożar.Każda wpłata może przybliżyć ich do momentu, w którym ponownie będą mogli przekroczyć próg własnego domu. Datki można przekazywać za pośrednictwem tego linku: Czytaj także:
Idź do oryginalnego materiału