Camoẽs na wyspie Ormuz / KlaudiaRogowicz

publixo.com 2 godzin temu

Camoẽs na wyspie Ormuz


Twierdza była majakiem.
Rudo- blond broda nie odróżniała go od starców odmładzających się henną.
Stąpał po słonej ziemi, Wędrowiec, szedł wąwozem.
Pustynny demon świstał wśród skał, paskuda usiadła na turni i się śmiała. Przeżegnał się, skierowawszy palce w jego stronę, by potem chwycić sztylet. Stwór z końską mordą i papuzimi skrzydłami kwiczał i przedżeźniał Wędrowca. Nadleciał gryf i rwał kolorowe piórka jak święty pokarm, a demon stał się skałą.
Gryf wzbił się nad Portugalczykiem , przemówił w jego myślach, pochowają go z wieńcem na głowie w świątyni z muszelek.
Zatrwożony obserwator, bułan, podzedł z nienacka, jakby wiedział dokąd zaprowadzić Wędrowca poprzez równiny, góry i plaże, by zatrzymać się przy kolejnym parowie. Ukazały się wrota do czeluści. Portugalczyk zapalił kaganek, ściany mieniły się Rajem, były jak czysta tęcza.
W rogu ujrzał siedzącego mędrca, którego się przestraszył. Ile mógł mieć lat? Znał całe jego życie, wiedział jak wielki jest jego talent, jak przeżyje swoje życie i to, co czeka go po śmierci. Nogi Poety drżały, nie mógł tego pojąć. Mędrzec ściągnął kaptur, jego spojrzenie było głębokie, przejmujące. Znał choćby historię jaskini, wieszcząc jej zawalenie się za tysiąc sto lat. Portugalczyk uklęknął i zaczął płakać, nie zauważył zniknięcia Mędrca.
Zrobiło się duszno, biegł pospiesznie, odetchnął, widząc słońce i zajętego skubaniem krzewu bułana. Gnał na oślep.
Nikt go nie poznał, opowiadał o luzytańskich statkach na morzach i o tym, co stanie się na Niebie i na Ziemi. Zachodzili w głowę, jak można trzy dni zniknąć w jaskini, nic nie jedząc i pijąc.
Camoẽs wskazał w górę, bo tam mieszka natchnienie i księgi nienapisane, wśród nich są Luzjady. .
Gdy statek opuszczał słoną wyspę, on snuł w głowie historie, układał wiersze, a życie toczyło się według słów wypowiedzianych w jaskini.

Idź do oryginalnego materiału