'Butelkowy diablik'. Część trzynasta. / Schwengel2009

publixo.com 9 godzin temu

Część trzynasta

Gdy Keawe doszedł nieco do siebie, przypomniał sobie, iż wieczorem grał w hotelu zespół muzyczny. Poszedł tam ponieważ bał się zostać samemu. W hotelu, pośród szczęśliwych twarzy, spacerował tam i z powrotem, słuchał muzyki, i cały czas widział płonące, czerwone ognie w bezdennej otchłani. Nagle zespół zagrał „Hiki-ao-ao. To była pieśń, którą śpiewał razem z Kokuą i gdy słuchał jej wróciła mu odwaga. „Stało się.” - myślał - „Jeszcze raz wolno mi wziąć dobro ze złem.”.
Powrócił na Hawaje pierwszym, lepszym parowcem, a skoro mógł, to postanowił poślubić Kokuę i zanieść ją w góry do Pięknego Domu. Gdy oboje byli razem, serce Keawe uspokoiło się, ale gdy tylko zostawał sam, wpadał w ponurą zadumę, słyszał trzaskające płomienie, widział czerwone języki ognia w bezdennej otchłani. Dziewczyna oddała mu całe swoje serce. Była tak śliczna, iż nikt nie mógł patrzeć na nią bez zachwytu. Miała miłą naturę i zawsze dobre słowo dla wszystkich. Była pełna śpiewu, chodząca tam i z powrotem w Pięknym Domu. Najjaśniejsza istota na trzech piętrach, śpiewająca jak ptak. Keawe oglądał ją i słuchał z rozkoszą, jednak często wycofywał się na stronę, i łkał, i jęczał znając cenę, jaką zapłacił za swoje szczęście. Ocierał swoje oczy, przemywał twarz, wracał i siadał z nią na obszernym balkonie przyłączając się do jej piosenek, z chorym sercem, ledwo odwzajemniając jej uśmiechy.
Lecz któregoś dnia, przechodząc cicho przez wnętrza domu, usłyszał szloch. To była Kokua leżąca na podłodze balkonu i łkająca, jak zgubieni ludzie. „Nie płacz, wszystko co robisz w tym domu, robisz dobrze, Kokua” - powiedział - „Wszystko bym oddał aby uczynić ciebie szczęśliwą...”. „Szczęśliwą!” - wykrzyknęła. „Gdy mieszkałeś samotnie w Pięknym Domu, każdy na wyspie znał ciebie, jako szczęśliwego człowieka; śmiech i pieśń gościły na twoich ustach, a twoja twarz była jasna jak wschód słońca. Od kiedy poślubiłeś biedną Kokuę uśmiech zniknął z twojego oblicza. Och ja nieszczęśliwa!” - łkała - „Co ze mną jest nie tak? Myślałam, iż jestem na tyle ładna, aby się tobie podobać. Wiedziałam, iż ciebie miłuję... . Co takiego jest ze mną złego, iż zachmurzyło się oblicze mego męża?”. „Biedna Kokuo...” - współczuł Keawe. Usiadł przy jej boku i próbował ująć ją za rękę ale wyrwała mu ją. „Biedna Kokuo...” - rzekł ponownie - „Moje biedne dziecko, moja piękna. Chciałem oszczędzić tobie tego co wiem. Cóż... wobec tego będziesz znać wszystko. Może w końcu zrobi ci się żal biednego Keawe...”.



Idź do oryginalnego materiału