Część dziewiętnasta
Miał podłą mentalność; kochał picie alkoholu i oglądanie innych pijaków. Zmuszał Keawe do picia. niedługo zabrakło towarzystwu pieniędzy. „Słuchaj, ty!” - mówił bosman - „Zawsze mówiłeś, iż jesteś bogaty, iż masz butelkę, czy coś tam takiego...”. „Tak.” - odrzekł Keawe - „Jestem bogaty; pójdę i wezmę trochę pieniędzy od mojej żony, która je ma.”. „To bardzo zły pomysł, kamracie!” - zawyrokował bosman - „Nie wierz nigdy kobiecie w kwestii pieniędzy. One są wszystkie tak fałszywe, jak woda. Miej ją na oku!”. Te słowa dotarły do umysłu Keawe`go, a to dlatego, iż był zamroczony ilością wypitego alkoholu. „Nie powinienem się dziwić jeżeli okazałaby się fałszywa w rzeczy samej.” - myślał - „Dlaczego była tak bardzo pogrążona w depresji po moim uwolnieniu? Pokażę jej, iż nie jestem człowiekiem, którego można łatwo wyprowadzić w pole... . Pochwycę ją na gorącym uczynku!”.
Zgodnie z postanowieniem, gdy powrócili w miasto, Keawe poprosił bosmana aby zaczekał na niego na rogu i poszedł przed siebie samotnie w górę ulicy, ku drzwiom swego domu. Nadciągnęła noc. We wnętrzu domu było światło ale nic nie było słychać. Keawe skradał się po kątach, otworzył delikatnie tylne drzwi i zajrzał do wnętrza... . Tam Kokua siedziała na podłodze przy lampie; przed nią była mlecznobiała butelka z długą szyjką, gdy spoglądała na nią wykręciła swoje ręce. Długi czas Keawe stał i spoglądał przez uchylone wejście. Najpierw myślał trwożliwie, iż transakcja nie przebiegła prawidłowo i butelczyna powróciła do niego, gdy zamierzali wyjechać do San Francisco. Wtedy wpadł na myśl, która spowodowała, iż opary wina wyparowały z jego głowy, jak mgły na rzece o poranku. To wszystko wydawało mu się dziwne i sprawiło, iż jego policzki zapłonęły. „Muszę się upewnić co do tego wszystkiego.” - pomyślał.
Tak więc zamknął drzwi i delikatnie zaszedł za róg domu, a wtedy wszedł hałaśliwie, tak, jakby właśnie co dopiero powrócił. Kiedy tym razem otworzył drzwi frontowe nie było widać żadnej butelki, a Kokua siedziała na krześle i udawała osobę, która właśnie zbudziła się ze snu. „Piłem cały dzień i radowałem się...” - rzekł Keawe - „Przebywałem w doborowym towarzystwie, a teraz powróciłem po pieniądze abym mógł pić znowu.”. Zarówno jego twarz i głos były surowe, a Kokua zbyt zakłopotana żeby to zauważyć. „Dobrze czynisz, iż używasz swego, mój mężu.” - powiedziała, a słowa jej drżały. „Ja wszystko robię dobrze... „ - odpowiedział i podszedł prosto do skrzyni, wziął pieniądze. ale spojrzał obok, w kąt, gdzie trzymali butelkę, której tam nie było.
Wtedy wszystko zawirowało mu przed oczyma dlatego, iż zauważył, iż był w takim razie zgubiony i nie było ucieczki. „To jest właśnie to, czego się obawiałem...” - myślał - „To ona jest tą osobą, która kupiła butelkę.”. Po tym, jak doszedł do siebie powstał; ale wysiłek zrosił jego twarz grubą warstwą potu niczym deszcz i to tak zimny, jak woda studzienna. „Kokuo” - rzekł - „Byłem niemiły dla ciebie dzisiaj. Powracam aby cieszyć się życiem wraz z moim kompanem.”. Po tych słowach uśmiechnął się spokojnie. „Będę miał większą przyjemność z picia wiedząc, iż mi wybaczasz...”. Objęła jego kolana i łkając krzyczała: „Ja tylko prosiłam o miłe słowo!”. „Nigdy już nie myślmy tak surowo o sobie nawzajem.” - odparł Keawe i wyszedł z domu. Tym razem pieniędze, które wziął to były grosze złożone z centymów, te które jej pozostały. Nie miał zamiaru pić ani kropli więcej.














